Najnowsze komentarze

Archiwa

Kategorie

L4 do środy

Kryśka przespała całe dwie godziny czekania na wizytę lekarską. Wtulona we mnie i marszcząca nosek. Lekarz zlecił dodatkowe badania, (przekroczyla normy pięć razy) po czym przypisał antybiotyk. Teraz leży i śpi. Biedna. Dawno nie widziałam jej w takim stanie. Trzeba będzie przełożyć urodzinki, już ustawiłam automatyczne odpowiedzi w pracy.

W międzyczasie przyłapałam francuza na konfabulacji i ma teraz chłopak pod górkę. Jeszcze w sobotę miał plany na poniedziałek, a tu deklaruje, że „wolny jak ptak” gdybym tylko chciała. Tia… Coś za bardzo pewny siebie się zrobił i uniknął odpowiedzi na „jak Ci minął wieczór?”.

No cóż. Tego kwiatu jest pół światu.

Niedziela – pizza na śniadanie

Heloł.

Możecie zgadywać, które z dwójki moich małych i puchatych dzieci przyszło do mnie w nocy z temperaturą 40 stopni i dreszczami.

Koleżanka Krystyna! Owszem, miło było się przytulić do 136cm szczęścia, tylko że zdecydowanie wolę kiedy spokojnie posapuje. Tym razem miała oddech krótki, urywany, więc pół nocy czuwałam. Odwołałam śniadanie z Szafą, a wielka szkoda, bo w menu mieli racuchy.

I co?

Dziecko zbudziło się jak nowe! Pokasłujące, ale bez gorączki. Nie ma apetytu, ale chyba zjadła trzy muffinki jak byłam w tesco.

Poza tym, co? Walczę ze smutkami herbatą z sokiem mandarynkowym. Bardzo dużo myślę o poczuciu ważności, wypełnianiu pustki i gdzie ja w tym szalonym biegu miałabym zmieścić faceta. Bez sensu! Oczywiście, hipotetycznie już przytulam się do wytatuowanego brodacza, ale z drugiej strony, na cholerę mi Francuz? Mało to ja mam egzotyki w życiu? Widziałam dziś piękne róże, przypomniało mi się jak cięte kwiaty stały prawie w każdym pokoju w domu.

Zresztą, bardzo źle czuję się w swoim ciele ostatnio. Nie wszyscy kochają krągłości. Gdzieś tam ktoś napisął „jak dają, to brać”. Kłopot w tym, że po pierwsze: nie wiem co dają a po drugie, mam przekonanie, że ja nic nie mam do dania.

Legion samobójców

„Basia, I love how honest and open you are.” „But?” „No but. I just love it.”

Pojawiają mi się reklamy tekstów o walentynkach.

Umówiłam się na terapię we wtorek, zaraz po tym na randkę. Przed tym też pewnie, bo przecież jak mam wieczór wolny to muszę hurtem.

„Wiesz, bo ja chodziłem na 3 randki dziennie” „Wierzysz w statystyki?” „A jak. Na miesiąc przed wyjazdem poznałem obecną dziewczynę i właśnie się do niej wprowadziłem. Minęło cztery miesiące, z czego jeden byłem na Bałkanach.”

Edarling ssie. Za dużo wysiłku. Na tym drugim portalu poznałam super fajną osobę, zobaczymy czy nadal jest taka z sensem na żywo i czy ma francuskie R, skoro wita mnie „bonjour”. Drugi kandydat to akordeonista, ale śpiew w chórze kościelnym sprawia, że chyba go przedstawię A.M. Trzeci zawodnik jest wykładowcą i nie bawił się w długie rozmowy, tylko od razu ustalił gdzie i kiedy ta kawa.

Poza tym co? Mikołaj mi zrobił przepiękną laurkę z rymowanymi komplementami. Widać lektura komiksów nie jest taka zła. Oglądaliśmy też Ponyo studia Ghibli, jestem zachwycona.

Krysia kaszle.

No i tak to. Nic się nie dzieje. Coś tam się dzieje, ale może i nie.

Robert się rozwiódł i nowa partnerka też tańczy tango. Leci na tęczy. Cieszymy się jego radością. Pan co rysuje konie się odezwał, ale teraz jest spalony (za brak chęci pomocy z ogniskiem jak byłam w dołku po Żet – a jest leśnikiem), umówmy się.

Oj wej, jak spokjnie…

Lekcja na dziś: nie stawiaj taboretu na krześle celem naprawienia firanki, bo jak spadniesz z 1,5m to spektakularny siniak jest najmniejszym możliwym obrażeniem. Pro tip: nie rób tego, kiedy jesteś sama, bo w razie urazu głowy nie masz szans żeby ktoś Cię znalazł zanim zdechniesz na beżowym dywanie w brązowe kwiaty.

Pracuję z domu. Postanowiłam upiec muffinki wytrawne, dodałam za dużo papryki, więc nie wiem kto to będzie jadł.

Muszę przejrzeć tony procedur, przeredagować, napisać, pomyśleć. Myślenie idzie mi doskonale, gorzej z przelewaniem tego na papier.

Wstawiłam różowe pranie, w kolejce ciemne i białe.

Uświadomiłam sobie, jak mało mam teraz bodźców. Wysypiam się, czasem oś poczytam, czasem obejrzę. Nie dziwię się, że jak był ktoś na stałe to ciągle byłam przemęczona.

Co do portali randkowych – ileż tam jest mężczyzn! Trochę oniemiałam. Chyba jednak mnie przekonali do wykupienia płatnego abonamentu. Może jeszcze powinnam pobyć sama, potaplać się w żałobie, ale z drugiej strony: po co? Życie nie bawi mnie aż tak kiedy jestem sama, zdecydowanie wolę być z kimś. Tym razem preferowana będzie osoba bez zaburzeń osobowości i kompleksów. Z drugiej strony: wysiłek, który trzeba włożyć w korespondowanie, kawkowanie, dopasowywanie – ratunku… ja nie mam na to aż tyle czasu.

Take your broken heart and make it into art*

Co tam? Bo ja jestem taka ą, ę i posh, że gotuję sobie na jutro orkisz, vermicelli i suszone pomidory (spadek po Żet, ale pies to trącał, jakoś przełknę), do których dodam warzyw na patelnię z koperkiem.

Przemyślałam weekend, w sumie sporo rzeczy się działo:

Honorowy Obywatel – doskonały. Koniecznie. Ktoś odrobił lekcję domową z noblistów, sporo rzeczy podobnych do Szymborskiej. Wspaniały portret małego miasteczka. Prosta, a jednocześnie głęboka historia. Do tego piwo warstwowe w czeskiej knajpie, z koleżanką po fachu, która przeorganizowała karierę z powodu zazdrości bezpośredniej przełożonej. Miły wieczór.

Doktor T i Kobiety – Hmm. Well. Richard Gere. Zacytuję z pamięci: „Let’s run away together, I will take care of you, you won’t have to work or do anything you don’t like…” „But why would I want THAT?”.

The Second Best Exotic Merigold Hotel - Idealne żeby się wyciszyć przed snem, ale jeśli nie widzieliście jedynki, to najpierw obejrzycie. Plus Richard Gere (w pewnym momencie dający czadu na parkiecie).

Woman in Gold - Helen Mirren i Ryan Reynolds odzyskują obraz Klimta z Austrii. Wątki sztuki, wyrzutów sumienia i zagłady. Bardzo dobre.

Słowo na M - Harry Potter jako zagubiony koleś włożony we „friendzone” – całe szczęście, że musiałam zmęczyć duszę przed snem, bo chyba obrzygałabym monitor. Niby kino artystycznie niezależne, ale UGH. Człowiek ma ochotę wejść w ekran i przywalić każdemu z bohaterów.

„Miałaś wolne i filmy oglądałaś? Co z Tobą jest nie tak?” „Yyyy? Lubię? A co niby miałam robić?

Wieczorem pojechaliśmy wszyscy do koleżanki Krysi, mam super kontakt z jej mamą. Też są nietypowi, ale na swój sposób. Wypiłyśmy herbatę, dzieci pożerały żelki garściami, goniły kota, ignorowały świnkę morską i ogólnie była przednia zabawa.

Teraz czekam na zdjęcia z jakiejś gali, ale nie ma.

*Przemowa Meryl Streep na rozdaniu Złotych Globów 2017. O ile zawirowania polityczne w Polsce wywołują u mnie odruch wymiotny, o tyle ona zawsze mi imponowała mądrością życiową.

Łeee… zjazd

Nie chce mi się. Dzieci śpią, weekend był cudowny, pełen spokoju i nowych wrażeń.

Nie chce mi się. Panowie zagadują, a ja mam „łeeee, łeee, chcę głębii, nie chce mi się nawet odpisywać.” Chyba to odinstaluję.

Jednak jestem zbyt delikatna na „I’ve noticed you around, I find you very attractive, Um…would you like to go to bed with me?”

Dziś widziałam kogoś, kto mi się podoba, kto wydaje się spokojny i cierpliwy. Chociaż raczej zajęty, albo nieśmiały. Wszystko jedno.

Męczy mnie współczucie przyjaciół, męczy mnie wzrok pełen troski.

Cieszę się, że przynajmniej wegańskie muffinki były bardzo chwalone (pro tip: mleko kokosowe się rozgrzewa na patelni, żeby miało właściwą konsystencję).

Nie wiem.. W środku jestem zrezygnowana, niby po co miałabym pokazywać komuś wszystko gdzie mnie boli. Smutno. Trochę „dead inside”.

Jak ja lubię mężczyzn! Uwielbiam!!!

Troszkę oszukam i skopiuję wpis z Facebooka, bo nie bardzo wiem jak można opisać inaczej moje podekscytowanie.

Ojej, ojej, jak ja lubię mężczyzn :D Byłam właśnie na herbatce z facetem z tindera, który okazał się być lepszą wersją (tak, tango), łysy, w okularkach, architekt robiący to co Żet, jeżdżący na motorze i biegający w półmaratonach. Nic z tego nie będzie, nie było iskry, chociaż głos głęboki i męski… W każdym razie: wykąpałam się, zrobiłam paznokcie, zrobiłam oko i przypomniało mi się, że bardzo lubię samców. Uwielbiam :-) Nie dałam się podwieźć do domu, ale było PRZEMIŁO. Tra la la!

Bo ten. Zainstalowałam Tindera. Najwyraźniej jest to kopalnia pierwiastka męskiego w wieku około 40 lat. Bardzo dobrze mi to zrobiło na ego, cudownie wręcz.

Lubię się czuć atrakcyjna :-)

Trzech króli

„Planujesz się z kimś dziś całować?” „Nie” „To dodajemy jeszcze parę ząbków czosnku” „Spoko”.

Tłuszcz jest nośnikiem smaku. Wspólnie ugotowaliśmy boski sos ze szpinaku, gorgonzoli i śmietanki 30% do czarnego, włoskiego makaronu. Było tego tyle, że nawet sobie trochę zamroziłam :-)

Piwo w Paradoksie bardzo ciekawe, Toudi oglądał w toaletach tatuaże filigranowych koleżanek a ja rozmawiałam z Rafałem Kosikiem, autorem serii Felix, Net i Nika.  Bardzo ciekawa osoba, zwłaszcza, że rzadko poznaje ludzi których książki się sprzedają, bądź za ich życia trafiają na listę lektur szkolnych. Potem pojawił się Godryk, który na wieść o niedawnych wydarzeniach stwierdził „Przyjmij wyrazy” a na komunikat „Jezu, ale ja jestem monogamiczna, aż się zdziwiłam” także odpowiedział „Przyjmij wyrazy”. Niemniej był wielki i miękki, oraz cudownie użyczał mi polaru bo od okna wiało. Było mi czarownie, a że jeszcze rozweseliłam się piwem, to już w ogóle kochałam cały świat :-)

Jedna postać, lat około pięćdziesiąt wyraźnie darzyła mnie sympatią i zainteresowaniem, ale niestety totalnie nie ogarniała tego werbalnie, więc tylko mrugałam z uśmiechem na wszelkie aluzje dotyczące rozmiarów i mówiłam „Nie pozostaje mi nic innego, jak wdzięcznie się zarumienić.”

ALE! Jeden spawacz spod Łodzi strzelił mi piękny komplement. „Masz przewagę nad Toudim?” „Jaką?” „Nie musisz wciągać brzucha jak przeciskasz się między krzesłami.” Owszem, gdzieś w trakcie wieczoru obejrzałam jego tatuaż na plecach (wąż? smok?), ale na tym się to skończyło. Umówmy się, że na punkcie brzucha to ja mam tonę kompleksów. W ogóle to sobie uświadomiłam, że chyba nigdy nie prosiłam Żet, żeby mi pogłaskał brzuszek. Ciekawe.

W Warszawie piękna zima, -14. Odebrałam dzieci od mamy, miały godzinkę grania na komputerze i dwadzieścia minut zabawy na podwórku (wróciły całe czerwone, hihi). Teraz jest „czas własny”, zamierzam poczytać jak tylko rozwieszę pranie.

Odpalamy szampana, laseczki

Siedzicie?

RODZIMY jednak.

Dziecko nie jest zarażone wirusem, matka była od zawsze bardzo odporna, dzisiejsze wyniki ostatecznie przeganiają wizję aborcji.

Bardzo się cieszę. BARDZO.

Uff!!!

Oraz płakałam dziś, bo poszłyśmy na obiad do knajpy, do której przysłał mi kwiaty. Tylko o tym sobie przypomniałam dopiero tam.

Łzy osuszył mi Elvis, ale na każdym kroku jest coś co mi przypomina. Bleh.

 

Czy mówiłam już, że rodzimy? Na tym się skupmy. :D

Niesłychane

Allow yourself the pleasure of sharing time with someone who has no ambition other than to enjoy your company. 

Kumpel przyjechał na rozmowę o pracę.

Oczywiście od razu dostał. Będzie mógł pracować zdalnie z Małopolskiego, a jeszcze mu godnie zapłacą.

Czyli da się. Inna sprawa, że jest fachowcem w swojej dziedzinie.

Kurna. Nie wierzę, że Żet by nie dostał roboty, gdyby tylko poszukał. Przecież bym mu pomogła, wystarczyło poprosić, było tyle możliwości…

Wrrr…

Na kolację były odsmażane pierogi ruskie, w ramach rozrywki zagraliśmy z Kryśką w Doble. A teraz każdy siedzi i pracuje.

No i tak to.