Archiwa

Kategorie

Zaległości – Otryt

Wyjazd na barana był mi strasznie potrzebny. Po pierwsze sprawdziłam się jako kierowca, po drugie w końcu dałam sobie pozwolenie na to, żeby o wszystkim zapomnieć.

Trzeciego dnia wypiłam trzy piwa przed podejściem z miejscowymi, nowym gospodarzem i zaprzyjaźnionym drwalem. Skończyło się wjazdem na górę quadem i tańcami przy ognisku (dwie gitary, akordeon, bębny). Sam baran niezbyt smaczny, mięso raczej łykowate, natomiast wódka zmiksowana z kajmakiem – bardzo dobra. W drodze powrotnej dostałam mandat i policja zabrała mi dowód rejestracyjny (bo nie miałam aktualnych badań technicznych). Odwiedziłam też grób babci w Przemyślu. Żałuję, że nie napisałam wspomnień na gorąco, bo teraz nie pamiętam większości dialogów. W każdym razie drwale nabrali dla mnie nowego uroku.

Otryt zawsze robi mi coś z głową, nabieram sił i chęci do życia. Dokładnie tak było i tym razem. Nie mogę się doczekać kiedy pojadę ponownie.

Poza tym od dwóch tygodni jestem chora, co rzuca mi się na psychikę, bo co jak co, ale moje ciało jest mi bardzo potrzebne. Najpierw leczyłam się rosołkami i czosnkiem, potem dostałam antybiotyk tak mocny, że na wczorajszej kontroli usłyszałam „to osłabienie to mogą być lekarstwa, dostała pani rzecz z grubej rury, nic innego nie dam. Proszę wybrać do końca tę dawkę, potem powinno być lepiej.” Co było bardzo pocieszające, bo jeszcze wczoraj rozważałam odwołanie wyjazdu do Rzymu. Dziś już jestem odważniejsza, ale nic nie deklaruję.

Co stawia mnie w trudnej sytuacji, bo nie mam jeszcze biletów do Watykanu ani do Koloseum.

Osłabiona chorobą zaliczyłam epizod depresyjny, P. starał się jak mógł, ale nie wiele można zrobić na odległość. Pomaga technologia, co jakiś czas łączymy się przez Facetime.

Idę się jeszcze położyć, dzieci jeszcze przez kilka godzin są u mamy. Potem zawożę ją do szpitala do taty (kurwa mać! to jest dopiero historia. Zrobili mu biopsję po której dostał takiej temperatury, że tylko w szpitalu potrafią to kontrolować), ze szpitala może pojedziemy do Leroy’a – ale na bank musimy się wyrobić do Rampy na 15:30. Iza z Otrytu załatwiła nam zaproszenia na spektakl dziecięcy.

No i tyle. Dobranoc.

Środy są spoko, bo w środy jest rybka po grecku u pana kanapki

Blog fizjologiczny 25.09.

Młody kończy czytać Dzieci z Bullerbyn, myślę, że niedzielne przedstawienie trochę go zdopingowało. Młoda łazi po domu z kumpelą na czworakach, bo bawią się w dzidzie. Mam problem decyzyjny co z angielskim, ale rozkład zajęć jest taki, że etyka wypadła na rzecz dodatkowego języka.

P. powrócił na łono i nie powrócił. Nagle okazało się, że jest praca, jest cel, jest wizja i że w tym wszystkim potrzebna jestem ja. No hm… Oraz hm… Oraz hmmm… Na razie wyjechał za granicę na miesiąc, znając życie wróci akurat wtedy jak będę jechała do Rzymu. Nie wiem. Dystans w sumie dobrze temu wszystkiemu zrobi.

Kontrkandydatka prowadziła dom pogrzebowy i nie była zainteresowana. Uczcijmy to minutą ciszy.

W międzyczasie zainstalowałam Tindera, ale po 8 godzinach wyłączyłam, bo zainteresowanie przerosło moje najśmielsze oczekiwania. A raczej było tak duże, że możnaby przypuszczać, że jestem ostatnią kobietą na ziemi. Co oczywiście mnie nie ucieszyło jakoś specjalnie, bo chciałam P. skruszonego i całującego ziemię po której stąpam.

Co się jednakowoż wydarzyło już w piątek. Nie wiem, czy ze strachu przed wyjazdem, czy może z potrzeby znalezienia swojego miejsca. Zresztą tej nocy miał wyjechać, ale przeciągnęło się to o parę dni.

Szacowne konsylium jest na mnie wściekłe, bo oczywiście jego wady nadal są, ale z drugiej strony, znane wady i łatwa obsługa.  Przytuliłam się i poczułam się na miejscu. Nie mam żadnych logicznych argumentów. Tak wyszło i jest ok.

Jutro jadę na barana na Otryt, będę sobie mogła wszystko na spokojnie przemyśleć, łącznie z ludem pracowym, który wczoraj urządził mi barwny dzień pt. „Jak to! Jak to, że nie dostałaś awansu?”. Ach, ta troska ludzka. A raczej chamstwo osoby, która to zablokowała. Mam dosyć dobre podejrzenie kto mnie przyblokował i wierzę, że karma wróci. W oziębłości partnerki albo w impotencji, ale wróci. And I’m gonna stand there and laugh… Otwarty konflikt mnie nie interesuje, ja i tak na zbyt wielu polach walczę.

Poza tym jest dobrze. Zamówiłam nowe okulary i spokojnie wyrabiam się z płaceniem za wszystkie zajęcia dodatkowe.

Zen.

.

Ledwo opublikowałam notkę, przyszła wiadomość, że chce mi oddać 100 pln za paliwo w Bieszczadach. Dziwne, bo przecież nie ma internetu. Zamiast spuścić na drzewo albo kazać wsadzić do skrzynki pocztowej zaprosiłam na herbatę. I to był BŁĄD! Takiej wrogości i nienawiści nigdy w nim nie widziałam. Działy się rzeczy różne, ale chyba totalnym hitem był sms od jakiejś panny, że „Dojechała i droga cudowna”. Spojrzałam, wstałam mu z kolan i szlag mnie trafił. Złym pomysłem było oglądanie go na żywo i w kolorze, bo w wersji zimny, wyrachowany skurwysyn jeszcze nie miałam z nim do czynienia.

Noc była koszmarna, nie spałam i miałam sensacje żołądkowe. Widać kaszanka w połączeniu z jazdą emocjonalną daje mieszankę wybuchową. Łykam probiotyki i piję elektrolity, bo do postanowiłam, że w tym stanie mogę co najwyżej pracować z domu.

Zanim go zobaczyłam radziłam sobie świetnie, nawet rzeczy mu przecież wysłałam w piątek i miałam temat zamknięty, a po spotkaniu mam wrażenie, że przez te miesiące był kimś kompletnie innym. Teraz był obrażony, wściekły i mściwy. W nocy jeszcze próbował przysyłać mi życzenia wszystkiego dobrego, ale biorąc pod uwagę, że trup jeszcze nie ostygł, a on już biega za inną dupą to naprawdę, DZIĘKUJĘ, NIE – DZIĘKUJĘ.

Ale nie potwierdzam, nie zaprzeczam, że już z nią rozmawiałam i udzieliłam kilku wskazówek. Ma dwie firmy i ciekawe życie, ma też do kogo zadzwonić jak potrzebuje seksu, więc raczej nie wróżę im wspólnej nocy bo po dzisiejszym spektaklu teatralnym (bilety za darmo od kumpla ma, oczywiście).

Sama podejmie decyzje, ale od niej wiem, że miała kiedyś spółkę z ukochanym, który u niej mieszkał a jak się rozstali, to jeszcze mu musiała zapłacić za jego udziały w firmie, w której niewiele zrobił. Także well „jeśli to będzie wielka miłość i będziecie szczęśliwi, to super, ale wiesz… moje doświadczenia są inne.” Dosyć szybko porównałyśmy wersje i okazało się, że obie nas wczoraj okłamał co do swoich niedzielnych aktywności. Potraktowała to humorystycznie, podziękowała mi za ostrzeżenie i powiedziała, że podziwia, bo w Polsce zbyt wiele rzeczy jest tajemnicą poliszynela i kobiety niepotrzebnie cierpią.

Także ten. Ja go rzucam bo brak perspektyw, wstrętny kolega od post apo i ogólna kombinatoryka, a on kic kic, przeprowadza się do Warszawy i zaczyna nowe życie. „To z czego on żyje?” „Nie wiem. Ale na tyle na ile wiem, pracy nie ma.” „A gdzie mieszka, ma współlokatora?” „Już nie. Z tego co wiem wczoraj spał u eksżony”.

Także ten. Hej ho, I’m so scary I’m scared of myslef. Strasznie przeżywam. Tak jak mi było wszystko jedno, tak po wczorajszym spotkaniu mam ochotę krzyczeć ze złości, mógłby chociaż trochę pokazać, że mu przykro, uśmiechnąć się albo nawiązać kontakt wzrokowy a nie, że „jest obrażony i zły, jak mnie zostawiłaś to ja szybko sobie znajdę kogoś kto mi podniesie samoocenę. Albo kilku ktosiów!”.

___

Poza tym, co?

Mikołaj ma kaszelek. Łykam elektrolity, ale jeszcze nic dzisiaj nie zjadłam. Siedzę, obgaduję rzeczy z Jagodą i mam poczucie, że może już nie być facetów w moim życiu. Och well. Co przeżyłam to moje.

no heloł

Próbowałam sobie przypomnieć ostatnią miesiączkę, ale zapomniałam zapisać. Chyba 28 sierpnia.

Wyprawa w Bieszczady z koleżeństwem Otryckim i z P. niezwykle udana. Zbyt wyczynowo jak dla mnie, ale P. spisał się świetnie. Zarówno w górach, jak później na Mazurach (ach tak, dostałam alergii, zameldowałam się u lekarza o godz 11. a o 18.00 już jechałam na północ). Zorganizował mi też bardzo fajne urodziny w Wilanowie. Ogólnie bardzo spoko…

W każdym razie: nie umiem odtworzyć smaku kaszanki takiej jak robił P. A było tak:

W poniedziałek wesoły pan przywiózł dywany „To proszę postawić na klatce przy drzwiach wejściowych, bo nikogo nie ma”.

Na początku września zrobiłyśmy z Li_Po i Profil M. doroczną imprezę urodzinową.  Skorzystałam z pomocy znajomej makijażystki, więc w tym roku wyglądałam całkiem nieźle. Niestety, P. przyjechał tylko na chwilę, właściwie po to, żeby poczekać aż trochę wytrzeźwieję i upewnić się że coś zjem. W sumie nie chce mi się opisywać całej historii, ale kluczowe miało to, że nie wrócił do domu na noc a ja musiałam sama męczyć się z wykładziną i przesuwaniem szafy w pokoju Mikołaja. Wrócił na obiad, zjadł i znowu spał, wstał na chwilę wieczorem żeby ze mną obejrzeć film (OCZYWIŚCIE zalałam czerwonym winem świeżo uprany dywan, querva). Rano w poniedziałek wyjechał, a ja ogarniałam rzeczywistość (pierwszy dzień w szkole to nie przelewki). W każdym razie we wtorek przeprowadziłam z nim poważną rozmowę na temat dokąd zmierzamy i jak to ma dalej wyglądać, bo na razie niespecjalnie jestem zadowolona, skoro wybiera dziwną imprezę w deszczu i zimie zamiast śniadania ze mną. Na co on stwierdził, że chyba w środę wróci do Warszawy, bo będzie kręcił teledysk z kolegą od Post apo.  Kolega, mowiąc delikatnie, nie należy do moich faworytów.

Po tym jak na środku Wigier zwyzywał (serio serio, nie „o ty małpo” tylko „pi. k. i d. bez honoru”) swoją dziewczynę przy mnie, synu P. i swojej córce i NIE przeprosił (ani jej, ani mnie). Tego dnia zawróciłam na brzeg, zwinęłam siebie i P. po czym pojechaliśmy w okolice Iłży (?), spędzając świetny weekend z pułkiem kawaleryjskim który biwakował w tym samym miejscu (long strony). No więc wyłożyłam P. że oczywiście nie mogę mu mówić z kim ma się kolegować, ale że kolega zdecydowanie znajduje się na mojej czarnej liście i nie-po-do-ba-mi-się-to.

Potem przyjechała Lena, zaczęło się szaleństwo przed Paryżem. Pakowanie, kupowanie spodni gumowych i ogólny amok. Paryż super, Lena też. Zaliczyliśmy większość atrakcji turystycznych. W czwartek wieczorem w Disneylandzie, jak zadzwoniłam do P. po wsparcie „Już nie mogę, skaczą na jednej nodze w kolejce” usłyszałam „O, ja i Szpaku też skaczemy na jednej nodze!” no i krew mnie zalała. To już było za dużo na moje wątłe serce. W skrócie: szlag mnie trafił. Zalała mnie złość nie do opisania. Nie zamierzam w żaden sposób sankcjonować przemocy werbalnej wobec kobiet a już na pewno nie mam ochoty spotykać się z kimś, kto przyjaźni się z takim dupkiem i nie widzi w tym problemu.

Od ponad tygodnia cisza. Niby lżej, a jednak brakuje go obok. No i teraz jeszcze mi ta kaszanka nie wyszła. Kaszana, co?

Przyszły przewodniki po Rzymie, bolą mnie plecy i znów wracam do odchudzania.

Dziwnie mi. Dzieci zaraz wrócą od K., kupiłam olbrzymie zapasy na ten tydzień. Czeka prasowanie i podłoga.

A koleżanka dostała od rodziców trzypokojowe mieszkanie i zamiast się cieszyć to ma rozterki egzystencjonalne. No i tak to.

Niby jestem silna i stanowcza, a w środku małe, ślepe kociątko.

Blog jednak terapeutyczny. ŻetPe powraca jako oszust matrymonialny, dzieci ok, P. w obrazku

Przez ostatnie miesiące działo się strasznie wiele.

Zmarła Kojot - Marta chora na raka, minął ledwie rok i już pozamiatane :(, dziś opublikowałam materiał o Jędrku, którego rodzice zbierają 400 tys Euro na leczenie. Ostatni tydzień lipca też obsesyjnie się badałam, zostało jeszcze badanie na nietolerancję glutenu, alergie pokarmowe i próba wysiłkowa. Plus cytologia do odbioru. Ciotka ze Słowacji ma piękną zrekonstruowaną pierś. Masakra :(

Nawet nie chodzi o sam fakt śmierci, tylko że do mnie przyjechała po życie. To były początki z ŻetPe, a teraz jestem na najlepszej drodze by zeznawać przeciwko niemu w sądzie a może i samej go pozwać. Okazało się, że wesoły Zenek przez cały czas mnie oszukiwał, zdradzał i miał klucze do mieszkania innej panny we Wrocławiu. Biedactwo, nie pamiętał, że jest w związku. Mało tego, oszukał ją na bardzo dużą kwotę i regularnie wykorzystywał przez 6 miesięcy. Wyszło dosyć zabawnie, bo myślałam, że to head-hunterka dzwoni, a tam taki kwiatek. Sądowy. Jedyne czego żałuję, to fakt, że po rozstaniu  nie wysłałam dowodów jego żonie. Może chociaż ona miałaby z tego uciechę.

Nawet się na nią nie gniewam, że „mi go zabrała”. W tej chwili jest mi strasznie żal jego rodziców, bo gnida zrobił to co mnie kilku kobietom (mam naliczone 4). Jak porównałam teksty z jego byłymi to prawie się popłakałyśmy ze śmiechu. Jedna z nich jest mistrzynią henny, ciągle się mijamy o dzień-dwa.  Jak babcię kocham, będę ostrzegać przed nim kobiety do końca swych dni.

Niewykluczam odwiedzin u jego rodziców.  Dramatyczna sytuacja. Nie byłabym sobie w stanie spojrzeć w oczy gdybym robiła takie rzeczy jak on. Najwyraźniej zaimponowały mu historie u Tulipanie.  Teraz po prostu chcę go zdyskredytować w środowisku tangowym i żeglarskim.

Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy… oraz KARMA IS A BITCH.

To ja tu się zastanawiam co się biednemu stało, a tu się okazuje, że MIAŁ INNĄ DZIEWCZYNĘ równolegle ze mną. I nagle nie jestem paranoiczką szukającą podstępów, tylko miał wszystko perfekcyjnie rozplanowane. Toż to się trzeba natrudzić, żeby ukrywać inny związek. Że też mu się chciało, skoro mnie oszukiwał. Najwyraźniej liczył na diamenty i drogie podarunki, a dostał oczekiwanie, że będzie równorzędnym partnerem. Zastanawiam się tylko jak z zimną krwią można było wykorzystać samotną matkę z dziećmi? Jak to się robi w ogóle? Jak można spokojnie spać po nocy? Jak tak można kłamać, deklarować miłość bez mrugnięcia okiem? Schizofrenia? Wrodzony brak sumienia?

A z drugiej strony – skoro laska go przejęła, mimo, że po informacji że mieszka u mnie zadzwoniła z pytaniem „Co Ty robisz? Zwariowałeś?”  to też trochę taki los na siebie sprowadziła. O! Temido! (Wołacz, O!) Dokop mu :D W Polsce nie ma czegoś takiego jak oszustwo matrymonialne, ale z tego co wiem planuje go pociągnąć o niekorzystne rozporządzanie mieniem na podstawie fałszywych informacji. No cóż. Na pociąg do Wrocławia mnie stać, nieprawdaż. Wydanie książki też jest opcją. Billboard, rozmowa z sołtysem i proboszczem w rodzinnej wsi też… Możliwości jest dużo, ale nie chce mi się krwi marnować.

Chociaż mi się nie chce mścić. Po prostu umarła moja wiara w cokolwiek. Tyle energii włożył w okłamywanie, że zabrakło na godziwe życie. Medna stóp mi niegodna całować. Cieszmy się po prostu, że nie zaszłam z nim w ciążę. I za tą drugą też wypijmy kieliszeczek. Obie jesteśmy już po testach na choroby weneryczne (bo skoro nami pogrywał, to ciekawe co się działo pomiędzy).

Dobrze, że P. chociaż śmieszy Janina, acz kto wie jaka będzie jego przyszłość w moim życiu. Nieźle dostał rykoszytem jak załamało się moje zaufanie do mężczyzn (po raz kolejny). Może ja nie potrafię z nikim być. Z drugiej strony, cała moja radość, emocje – to było moje i prawdziwe. Może w końcu przestałam być naiwna? Naaaaaaaaaaaaaah. 

Nie pisałam o tej historii, mimo, że dowiedziałam się o niej na początku czerwca. Trawiłam głównie terapię i fakt, że to nie ja TO ON. Spora ulga, jednakowoż. Czekałam też aż tamta druga wymyśli, jak chce odzyskać pieniądze, które od niej wyłudził. Ja na szczęście jestem „na czysto”, ale gdybym chciała założyć sprawę karną to też bym mogła (a wtedy znika tajemnica bankowa….). Wyszło też na jaw, że ukradł kumplowi firmę. A raczej: zrobił dokładnie taką samą działalność pod innym szyldem. Dogadał się z kimś jak przeprowadzali temu pierwszemu jacht do Grecji. O unikaniu podatków nie wspomnę. Interesuje mnie najbardziej krzywdzenie kobiet i poczucie bazkarności. Już ja Ci bratku dam popalić kiedyś….

***

Kompletuję dzieciom wyprawki szkolne, przyleciałam właśnie ze Słowacji. Muszę zrobić listę wydatków wakacyjnych dla K., ale nie mam siły. Czekają przelewy. Rano zaliczyłam pogotowie w Sturovie z młodą, znów zapalenie ucha (bo stare chińskie przysłowie mówi, że jak jest 43 stopnie w cieniu to zapalenie ucha miał będziesz). Z obozu pływacko-sportowego wrócili zachwyceni, zresztą po raz pierwszy w życiu miałam codziennie kontakt z wychowawcami.  Mądre, dobre dzieci.

Blog fizjologiczny 1 sierpnia.

Poza tym co?

Jadę na wyprawę w Bieszczady, ze starą gwardią Otrycką. Dobijam do nich w środę, bo wyruszają jutro rano. No i tak to.

Dwa dni w Warszawie mam wypełnione po brzegi. Nawet dzisiejsze marzenie o serialach i wannie nie bardzo wyszło, bo zajęłam się pracą i przelewami, wizytą w Go Sporcie (Julka dała cynk, że są przeceny).

Kosztowo wyjazd z dziećmi wyszedł tak se, bo z jednej strony loty z drugiej baseny (18,5 euro za dorosłego + 2 dzieci dziennie, 2×3 euro dziennie za zjeżdżalnie plus jedzenie – a i tak nosiłam lodówkę turystyczną). Natomiast odpoczynek dla mnie – wspaniały! Coś się stało z internetem na Słowacji i kompletnie mnie odcięło, więc miałam tydzień detoxu. Aż mi się niedobrze zrobiło jak zobaczyłam te wszystkie powiadomienia…

Jeśli żałuję, to tylko tego, że w piątek nie poszłam na darmowy koncert hip-hopowo rapowy. Niestety upały mnie wykończyły, a teraz mam poczucie straty. Bo to mogła być fajna przygoda.

Oraz win na dziś: Nie spytałam laski z kaczymi ustami „O BOŻE! A co się pani stało?”. Brawo ja.

Oraz nie mogę mieć zrobionej operacji oczu, bo coś tam rogówka, coś tam coś. Coś. Ostateczny wyrok w połowie sierpnia.

.

Wycofałam się z pisania bloga, bo tak dużo się działo, że nie mam słów. Czekam aż jedna historia się zakończy, żeby móc ją streścić.  W pracy minęło 10 lat, z tej okazji dostałam złotą kopertę i pudełko. W kopercie był list z podziękowaniem a w pudełku długopis z moim imieniem i nazwiskiem. Trochę mało jak na dekadę. Ani czeku, ani premii, ani nawet jakiegoś uroczystego wręczenia. Wszystko mi opadło.

P. nadal w obrazku, za dwa dni jadę na Kazimiernikejszyn.

Blog fizjologiczny 3 lipca.

Mam cos z deklem

Jestem super, mega spokojna. Zastanawiam się czy czwartkowe rodeo to ni był jakiś ogromny PMS, teraz na wszystko patrzę zupełnie inaczej.

Tęsknię za P. i mam wyrzuty sumienia, że go skrzywdziłam. Może ‚miło’ znaczyło coś więcej a ja nie dałam mu szansy? Nie wiem. Tęsknię i myślę o nim ciepło, chociaż nic mnie tak nie wkurza jak introwertyzm. Z ostatnich wieści: wszedł w skorupę i znów wjechał w depresję. Brawo ja, cholera jasna psiakrew. Chcialabym miec taki pstryczek ‚Hej, laska’ Odwala Ci, stopój!’ Teraz mi głupio bo czuję się narzędziem w intrydze uknutej przez jego dawnego przyjaciela, ale mądry Polak po szkodzie. Sama nieb jestem idealna a wymagam tego od innych. Bez sensu.

Spotkałam się z milionerem, ma najseksowniejszy mózg we wszechświecie, ale niestety zerowe morale. Mile spędziłam wieczór, po czym dałam się odwieźć hotelu (urzekły mnie foteliki dziecięce z tyłu). Nic z tego nie będzie, ale doceniam, że poświęcił mi czas.

Cały dzień cięzko pracowałam, właśnie wróciłam z Sopotu. Wysłałam mu smsa na dobranoc, bo czemu nie. Stracić, nie stracę bo nic nie mam.

Jestem w Sopocie :-)

Pięknie tu. Niespodziewanie dostałam dwie godziny wolnego, co w sumie było torturą, bo bycie samemu ze sobą jest trudne, zwłaszcza jak człowiek nie chce myśleć. Trochę podzwoniłam, trochę popisałam ze znajomymi i położyłam się na godzinę na piasku. Powygrzewałam, ułożyłam myśli.  Dziwne, bo teraz jak o tym pomyślę, to nie zarejestrowałam szumu fal.

Przypomniały mi się dobre czasy w Trójmieście. Wydarzył się Blog Fizjologiczny i spłynął na mnie spokój.

Pomyślałam też, że w sumie po dwóch latach jeżdżenia nad morze nie mam za bardzo potrzeby spotykania się z kimkolwiek z ekipy X’a. Z nikim nie stworzyłam na tyle silnej więzi, poza dziewczyną która była u mnie w styczniu, a ona leży niestety w szpitalu i nie może się spotkać.

No i tak to.

P.S. Głupie. Wydawało mi się, że P. się skończył i mój serial też. A teraz dostałam kolejny sezon o którym nie wiedziałam. Małe, a cieszy.

Ciężko

Mam ogromne wyrzuty sumienia, za tak sztywne i radykalne zasady. Powtarzam sobie, że to nie prowadziło do domku, psa i dwóch plastikowych flamingów, a z drugiej strony chyba już mogę porzucić marzenie o stałym, stabilnym związku. Głęboko wątpię, żeby udało mi się znaleźć kogoś, kto będzie wobec mnie w porządku na wszystkich polach.

Znajomi mi wczoraj zryli psyche, najpierw mówiąc, że tak, zdradzał mnie, potem, że jednak nie, a potem, że tak, że nawet dwie dziewczyny znają. Mam jajecznicę zamiast mózgu, oczywiście, chcę wierzyć, że był wobec mnie w porządku, raczej tak czuję i chyba wybieram tą opcję. Inaczej się zamęczę.

Chciałabym uwolnić od tego wszystkiego myśli. Za 20 minut powinnam wyjść z domu, nie jestem jeszcze nawet spakowana do Sopotu. Umówiłam się na spacer z milionerem, ale pewnie z pociągu odwołam. Mam wrażenie, że mimo, że nie jestem z P. to to nadal byłoby nie w porządku. Dwóch mężczyzn wysłało mi wczoraj niecne propozycje w wiadomościach prywatnych, jako konsekwencja publikacji mojego zdjęcia z Toudim. Faktycznie, wyglądam na nim bardzo dobrze, ale co z tego. Doceniam podziw, ale dziękuję, nie dziękuję.

Rozmyślam też nad słowami „jesteś niebezpieczna”. Tak. Jestem. Zbyt szybko kojarzę fakty, zbyt grupowo przeżywam, zbyt wiele czuję na poziomach, których nie da się prosto opisać. Stąd złość drugiej strony, że jak to tak. Pamiętam jak Żet oskarżył mnie o bycie despotką i hackerką, a ja po prostu czułam. Potem i tak wszystko okazało się (niestety!) prawdą.

Męczy mnie głównie porażka, że za każdym razem jak łapię wiatr w żagle, zaczynam chcieć, żebyśmy żyli długo i szczęśliwie to dzieją się niestworzone historie, czasem wystarczy zmieniony oddech, inne spojrzenie i ja już wiem. Nie wiem skąd wiem, ale wiem. A przecież nigdy nie kryję się ze swoim systemem wartości.

Muszę znów wejść w tryb w którym nie mam komu wysłać „dzień dobry”, komu opowiedzieć swojego dnia. Chyba to jest najtrudniejsze, ten brak przynależności od którego znowu odwykłam. Wolność srolność.

Joł joł

Kraków w porządku, odwykłam od pociągów, znów zdziwienie, że spóźniony, bez Warsa i z ludźmi stojącymi w korytarzu. Niby jechałam pierwszą klasą, ale warunki były raczej kiepskie. A już wózek z przekąskami przepychający się między podróżnymi i walizkami w korytarzu to jakiś absurd.

Na dworcu czekała na mnie Kolorowooka, pojechałyśmy na starówkę, tam miałam chwilę na wymianę newsów z Li_Po przejętą pokazem. Zostawiłam też jednej z byłych P. namiary, teraz w sumie nie wiem po co, ale w piątek wieczorem miałam bardzo jasną wizję. Film dobry, nawet lepszy niż we wcześniejszych montażach, bardzo emocjonalny. Dosyć szybko zmyłyśmy się do domu, nie miałam ochoty na imprezowanie, wolałam z Do. wyprowadzić jej psy i posłuchać o najnowszym zauroczeniu. Rano jej mama zrobiła mnie śniadanie i pytała, czy spotyka mnie ostracyzm wśród pełnych rodzin. Odpowiedziałam, że nie, że częściej się spotykam z zazdrością, że przecież powinnam się umartwiać, a nie żyć pełnią życia, skoro jestem matką.   Wsiadłam w pociąg i prosto z dworca pojechaliśmy do Pruszkowa, najpierw na lody, potem na plac zabaw aż w końcu na kinderparty do mojego brata.

No i tam mnie wzięło. Tęsknota za P., ukłucie w brzuchu, że już go nie ma, dramatyczne wręcz przekonanie, że może jemu nie zależało na mnie aż tak… Do łóżka poszłam po połowie piwa, bo jakoś nie potrafiłam sam z siebie zasnąć.

Rano ubraliśmy się w stroje (Kryśka: Elsa, Ja: Emo sremo anioł na czarnej kiecce, Miki: Miki w czapce supermana) i pojechaliśmy na Comic-Con, bo Toudi obiecał nam darmowe bilety. Jechała z nami fajna Julka, już nie pamiętam jaki dałam jej pseudonim wcześniej. Miała iść do strefy post-apo, więc obejrzeliśmy Lego, poszwędaliśmy się (OCZYWIŚCIE, że spotkałam projektanta z poprzedniej niedzieli „Cześć. Już nie jestem z P. więc jakbyście znali kogoś fajnego to dajcie znać”), po czym poszliśmy odwiedzić Julie. JAKIEŻ BYŁO moje zdziwienie, jak zobaczyłam P. wychodzącego z hali. Prawie zemdlałam. Litościwie skręcił w boczną uliczkę, ale potem pojawił się znów. Rozmawiałam z nim, próbował coś wyjaśniać ale w oczach miał nadal wściekłość. Nie czułość w typie „aj, waj, maleńka, buzi ciumka daj, głupi ja głupi” tylko zaciętość „nie chciałaś mnie, nienawidzę Cię, teraz wszyscy wiedzą, że mnie rzuciłaś i nie wart jestem, ty suko okropna”.  Coś tam mu powiedziałam co mi leżało na sercu (dzięki Bogu za miniówę, czarną kolię i świeżo pofarbowane włosy), ale nie widziałam w nim smutku, że mnie stracił. To chyba było najgorsze. Jego oczy nic nie wyrażały, tylko focha za to, że mu podziękowałam. Żadnego „przykro mi, przepraszam, tęsknię.” Nic z tych rzeczy. Udało mi się od tego uwolnić zanim zemdlałam z emocji i poszłam z dziećmi na główną halę. Krysia rysowała, Mikołaj grał w minecrafta, a ja rozmawiałam z Toudim. Proponował, że jak mnie denerwuje to ochroniarze go mogą wyprowadzić, ale powiedziałam „Zostaw. ja mam złamane serce, a nie wyczyszczony sejf”.  Potem jeszcze na chwilę wróciłam zjeść na dworu sałatkę z Julką i ją pożegnać, po czym uprosiłam dzieci, żebyśmy stamtąd w końcu poszli. I jak to ja….

Zadzwoniłam do P. jeszcze raz, z pretensjami, że to strasznie boli, że on nie ma uczuć i że nie jest mu przykro. I co? Odwrócił historię, że mam urojenia, jestem nienormalna i że to JA zraniłam jego, a on taki krystaliczny i przejrzysty, i że teraz on będzie musiał to tygodniami trawić, i że jeśli powiem jego otoczeniu, że jest niegodzien zaufania to zrobię mu krzywdę (de faq?). Nawet przez chwilę wydawało mi się to prawdą, pomyślałam „och nie! to okropne jeśli go straciłam na bazie plotek i ‚złego przeczucia’” ale zaraz potem Do. mnie naprostowała dosyć konkretnie, żebym przestała jojczyć i się wzięła w garść, bo przerzucanie winy na mnie jest tylko kolejnym dowodem, że chłopak się boi. Czego konkretnie nie wiemy, może że mnie zdradzał i inna dupa przeczyta, ale kto go tam wie. Oraz: tak jak nigdy go blog nie interesował, to tym razem dostałam ochrzan też za to. Że piszę i na pewno wypisuje o nim okropne rzeczy i że jeśli jest identyfikowalny jako on, to jemu się to nie podoba!

Well. A mi się nie podoba wiele innych rzeczy, np. to, że nie leży na wycieraczce z kwiatami w zębach. Każdy czegoś pragnie, nieprawdaż.

Kurwa mać, cholera jasna psiakrew. O.