|
wiara-niedzieli.blog.pl |
|
Obrzydliwie chorobowo i o kupach małych dzieci Od środy bujam sie z Kryśką po szpitalach.
Środa - pediatra - wojewódzki szpital zakaźny (salmonella? rotawirus? jak będzie się coś działo, to proszę przyjechać).
Czwartek - pediatra - badanie /skierowania na analizy
Piątek - pobranie krwi - po południu szpital zakaźny (hmm. hmm... jak coś się będzie działo, to proszę przyjechać).
Sobota - próba pobrania moczu do badania, masakra. Nawet woreczek się nie sprawdził. oczywiście po zamknięciu laboratorium pielucha była pełna.
Niedziela - poranek na izbie przyjęć na działdowskiej, u chirurga. RTG palca u ręki, opatrunek. pediatra na izbie przyjęć, pielęgniarki przyklejają woreczek, w końcu młoda robi na tyle sików, że jest co zbadać. Pediatra, skierowanie na ponowne badania jutro rano. Potem atak absolutnej histerii i czopek na uspokojenie. Kupa (tak! mamy próbkę! samba, digame!) AAAa. Mamy najnowszą hipotezę zapalenie gardła (niedziwne, jak ktoś drze twarz non stop) oraz być może zapalenie układu moczowego.
No i tak to. Nurofen - panadol w czopku - nurofen. Rytm.
W piątek były uroczystości z okazji dnia matki w przedszkolu, przyjechali dziadkowie ze Złotnik i moja mama. Potem kawę i herbatę pili z tatą, wujkiem Bolkiem i jego żoną u nas, podczas gdy my z nianią byłyśmy na konsultacji. Całe szczęście, że Mikołaj cały weekend był u dziadków. Nie wiem jakbym dała radę z ich dwojgiem. Kiedy nie szlajałyśmy się po punktach opieki medycznej młoda była u mnie przyklejona na brzuchu jak kangur.
Któreś kaszle... Pewnie Mikołajowi zimno. Zaraz mu wyjmę kołdrę sensowną, bo na szybko przykryłam go tylko cienką, zieloną.
Mimo tego całego syfu szpitalnego czerpię z tego siłę. SKoro daję sobie radę (a raczej dajemy "it takes a village to raise a child" - gdyby nie pomoc rodziców to chyba bym osiwiała) to właściwie mogę wszystko. WSZYSTKO.
wiara-niedzieli 2012-05-27 21:40:53 skomentuj(0) Notka terapeutyczna Długi weekend był bardzo długi. Zaczął się w czwartek, rozmową z Wiolą ze stanów. Półtorej godziny babskiego gadania o życiu, tak jakbyśmy się widziały przedwczoraj. Tęsknię za nią, ale dzięki temu, że jest tak daleko to mogę jej się zwierzać, bo przecież nie muszę jej jutro spojrzeć w oczy... W sobotę rano szał pakowania do Nurca. Znajomi mają tam dom po babci i nas zaprosili. Dzieci szalały w ogrodzie, a my razem z nimi. Kryśka rozwaliła nas swoim podejściem do obcego psa. Siadała na nim, łapała za ogon, przytulała się... A Beza nic, wylizała ją całą po twarzy :-) Córcia tylko miauknęła, już miałam przy sobie sukę, liżącą mi stopy. Nigdy czegoś takiego nie widziałam u Krysi, nawet przez chwilę myślałam, żeby jej kupić zwierzątko, ale już mi przeszło. Dom niestety jest przy drodze, więc prawie nie spałam. Kryśka rozpoczęła dzień o 5 rano, więc właściwie wszyscy wstaliśmy, bo tam jest wspólna sala. Potem wyprawa na Świętą Górę Grabarkę (niesamowita! śpiewy zakonnic tak radosne i czyste, że do tej pory je wspominam). Mikołaj najbardziej był zafascynowany lodem od taty i świętym źródełkiem. Kryśka przespała. Polecam, ale obowiązuje nakrycie głowy dla pań (pielucha była u mnie). Dopsz. Po obiedzie zebraliśmy się do domu. Wstawiłam i rozwiesiłam pranie, po czym zaczęłam się pakować na Otryt. OTRYT O mój Boże. Ratunku mordunku, umarłam i nie żyję. Ale po kolei. No więc geneza jest taka, że mamy kolegę J., który wyremontował nam mieszkanie i z którym się zaprzyjaźniliśmy. K czasem chodzi z nim na piwo i takie tam. No więc kiedyś J. opowiadał o Bieszczadach i mówi "Zabiorę Cię tam kiedyś" "Nie nie, mnie zabierzesz! Ja jadę z Tobą!" krzyknęłam. Po czym w ramach równouprawnienia wprosiłąm się ja. (Ty byłeś w stanach półtorej tygodnia, to ja jadę w góry teraz, sama całkiem sama i bez Was, bo sama!). Zaczęło się od tego, że szanowny małżonek wypchnął mnie ostatnim tramwajem (poczekasz sobie godzinę pod palmą, po co Ci taksówka?). No i już na przystanku była rozróba, lokalne drechy się napiły i postanowiły pobić o dziewczynę. W międzyczasie zaczepiały jeszcze jakiegoś kolesia, który wsiadał z panną do tramwaju (gdzie jest zasada, że jak się idzie z laską to się zostawia faceta w spokoju? Czy ja z innej strefy kulturowej jestem?) w każdym razie w końcu znudziło mi się obserwowanie meneli (bardzo dobrze, ulice zamiatać im więcej takich nieudaczników, tym Mikołajowi będzie łatwiej w życiu) i podjechałam jeden przystanek. Pod rondem DeGaulla mi się nudziło dość, ale na szczęście noc była ciepła i co jakiś czas patrol policji sprawdzał, czy jestem tam gdzie byłam 5 minut temu (hahhahaha). No. I przyszedł E., dziecię przypominające Harrego Pottera, z którym ucięłam sobie pogawędkę o poszukiwaniu drogi życiowej i "przezajebistości" jego i kumpli, z którymi grywa na kompie. Grywa, bo studia tak jakoś rzucił czy coś a "mamiszon" się nie interesuje a ojciec nieczuły i nie kocha (czy jakoś tak). W każdym razie Harry Potter bardzo fajny, wygadany i ciekawy. A potem to już w ogóle była galeria osobistości. W skrócie jechaliśmy całą noc w Bieszczady, J. prowadził. Niestety nie udało mi się złapać bliższego kontaktu z jego panną, no ale nie można mieć wszystkiego. Pies jej mordę lizał. Na Otrycie był obóz remontowy i wsiąkłam. Cudowni ludzie, którzy przyjechali tam do pracy, wykonać społecznie konkretne czynności, takie jak postawienie nowego kibelka czy ocieplenie podmurówki. Wieczorem imprezy (ej? z banderolą!? tego to ja nie piję!. Tak. Cytrynówka musi być własnej roboty. Niemniej następnego dnia nawet te z banderolą zaginęły... magia...). O czym to ja? Że bosko. Że ludzie z różnych wszechświatów, że schronisko kosmiczne, że to jest miejsce w którym faceci rąbią drwa i noszą wodę a kobiety przygotowują jedzenie. Już po trzech dniach czułam się jak stara wyjadaczka. Kompletnie oderwałam się od rzeczywistości. Były momenty, że patrzyłam na góry i nie myślałam O NICZYM. Kompletna pustka, medytacja i zen. Z łażenia to byłam na Bukowym Berdzie, w Lutowiskach po zakupy (po 5 kg na każdą wnoszącą) i nad Sanem (Dwerniki). Cały wyjazd opierał się o ludzi, dbających o siebie i cudownie oddziałujących na środowisko. Obrazek jest taki: 5.20 rano, wstałam, schodzę na dolny balkon, a tam K. , który nie mógł zrozumieć dlaczego zostawiłam dwójkę małych dzieci i przyjechałam. "A Ty co? Karmiłaś już dziś?" "No nie, nie było Ciebie, więc nie miałam kogo." I tak przez cały dzień. J. i jego panna całkowicie mnie olali, więc byłam zmuszona poznać innych ludzi. Dzięki Bogu! Rozmawiałam np. z kobietką, która pracowała w Kairze w czasie rewolucji i słuchałam jej opowieści o tym, jak naprawdę wygląda pomoc polskim obywatelom. Otóż wygląda tak, że dopiero kiedy ambasada niemiecka poleciła jej estońską, która już organizowała konwój, to wkurzona rodzina zadzwoniła do MSZ i zagroziła prasą to nagle pan ambasador je przepraszał, zapraszał na kawkę i udostępnił samochód jako transport na lotnisko. Co jeszcze? Ratownik/fizjoterapeuta/pielęgniarz opowiadający o Pokojowym Patrolu, policjant ściagający przestępstwa gospodarcze i piszący wiersze, dziewczyna zrehabilitowana po dziecięcym porażeniu mózgowym marząca o macierzyństwie, fani pancerfaustów, poszukiwacze przygód i dobrzy, dobrzy ludzie. Wszystko w sumie byłoby pięknie, gdyby nie to, jak bardzo się rozchorowałam w drodze powrotnej. Złapało mnie takie rozwolnienie, że marzyłam o śmierci. W Rzeszowie się popłakałam z bezsilności i wyczerpania. Ale co tam, dzięki mnie spóźniliśmy się na pociąg dziewczyny z Poznania, co spowodowało że musiała spać u nowopoznanej sympatii, więc w sumie wszystko dobrze się skończyło. W sobotę pojechałam z K. odebrać dzieci od teściowej, a w niedzielę rozpoczęliśmy sezon kaszlu, rzygania, słaniania się i innych atrakcji. Najwyraźniej coś się stało u teściowej i się pochorowali koncertowo. Z tej okazji miałam tu wczoraj wizytę domową pani z luxmedu, która spojrzawszy na słaniającą się Kryśkę, która buczała i nie dawała się odłożyć (miała tak ok. 39 stopni), powiedziała "No ładnie, ostatni moment, bo kilka dni później to nie wiem czy nawet szpital by pomógł". Tiaaa. I tak oto wylosowałam zwolnienei na tydzień. I bardzo dobrze, bo po Otrycie całym ciałem chciałam tam wrócić. Tam jest wszystko takie proste.... Budzisz się, spędzasz cały czas na dworzu, nikt nie kłamie bo i nie ma po co... Pięknie tam było. Chyba znalazłam swoją odskocznię. No i tak to. Ja zachorowałam na Otryt, a dzieci na kaszelki/katarki/rzyganki. Życie. Oraz mam ochotę przewartościować swoje życie, wywrócić wszystko do góry nogami. Siedzieć w domu, piec ciasta i gotować kompoty. Ech...... wiara-niedzieli 2012-05-08 11:48:50 skomentuj(2) Życzenia świąteczne Sobie życzę spokoju, zdrowia i czasu na czytanie. Wam życzę spokoju, zdrowia i czasu na czytanie. Oraz smacznego jajka :-) wiara-niedzieli 2012-04-04 11:53:44 skomentuj(0) zdrowie Badanie wyszło, istotnie są momenty kiedy bardzo boli, ale to tylko momenty. Raka nie mam, jelito wzorowe. Baj wiara-niedzieli 2012-02-28 19:12:13 skomentuj(2) hmmm No więc refleksję mam taką, że mając na stanie Kryśkę z zapeleniem uszu i Miśka w stanie bliżej nieokreślonym (boląMnieNogiNieChceJeśćJestMiCiepłoJestMiZimnoNieNieNie) oraz siebie w stanie przygotowania do badania (tak tak, kończę 3 litr umowny, bo butelki są 0,75, co nie). W każdym razie dojrzewam do momentu "rodzina jest najważniejsza". Pierdolnąć wszystko i zająć się młodzieżą. Nie miałam wątpliwości, czy wziąć zwolnienie na jutro. Co więcej, pobliski punkt opieki zdrowotnej (państwowy!) okazał się szybszy niż LuxMed. Pani doktor co prawda obsługę klienta miała rodem z PRL, ale nie zwracałam na to uwagi, po 60 latach pracy też bym kładła laskę na uczucia przewijających się pacjentów. Ale jedna rzecz mnie wnerwiła i zastanawiam się, czy nie napisać listu do dyrektora placówki. Podaję recepcjonistce pasek wypłaty a ona go ROZWIJA. Wyrwałam jej go mówiąc, że nie życzę sobie żeby sprawdzała wysokość moich zarobków. Na razie muszę sprawdzić czy ma prawo rozkładać moje dokumenty i oglądać je wnikliwiej niż tylko data wydania/nip pracodawcy. ALe myślałam, że ją przez tą szybę palnę. Ale za to jak byłam tam za drugim razem z misiem, to było dużo lepiej. Szybciej, milej i dostał książeczkę. Chociaż pani doktor wciąż ta sama, niemalże obrażona, że przyszłam z dzieckiem. Samo mogło przyjść nie? Co go pani tak przytula? No. Także teges ten tego. Przychodnia. Ale dało radę. Jutro tylko jeszcze litr tego syfu i łubu dubu, wykluczamy raka. A jak nie, to wszystko co było dotychczas to tylko kpina, bo walka dopiero przed nami, nieprawdaż. JaPierdolęKurwaMać, Dobranoc Państwu wiara-niedzieli 2012-02-26 20:21:18 skomentuj(0) a ku ku Przygotowanie do badania - podejście drugie. Mąż z misiem na wycieczce u babci, zostałam sama z Krysią. Miś był super grzeczny w drodze do przedszkola, aż przecierałam oczy ze zdumienia. Wszystko się wyjaśniło po telefonie z przedzkola, że zwymiotował i ma gorączkę "ProszęZabraćDziecko". Hm. Zabraliśmy. Toteż od piątku faceci w podróży. A Krysia co? Na moje oko bakteryjne zakażenie lewego ucha, bo coś tam jej bulgocze i wycieka. Zajekurwabiście. Przetestujemy pobliską całodobową opiekę medyczną, bo na dyżur LuxMedu na Racławickiej mi się nie chce jechać autobusem. Pomijając nowonabyte funkcje grzewcze młodej (stawiam na 39C w nocy), to jest bardzo fajnie. Z nią da się coś zrobić. Wstawić, rozwiesić pranie, poprasować. Ideał, nie kobieta. No. A wiecie, że w tym kraju ciężko o butelkę wody o pojemności 1L? 0.3; 0.5; 0.7; 0.75 i ..... 1,5. Litr gdzieś wcięło. Nie ma. Pech. No. Kurdę, beznadziejnie z tymi chorobami. Beznadziejnie. A poza tym co? A nico. Nastawiam się psychicznie na zderzenie z publiczną służbą zdrowia. wiara-niedzieli 2012-02-26 09:35:51 skomentuj(0) a ku ku Przygotowanie do badania - podejście drugie. Mąż z misiem na wycieczce u babci, zostałam sama z Krysią. Miś był super grzeczny w drodze do przedszkola, aż przecierałam oczy ze zdumienia. Wszystko się wyjaśniło po telefonie z przedzkola, że zwymiotował i ma gorączkę "ProszęZabraćDziecko". Hm. Zabraliśmy. Toteż od piątku faceci w podróży. A Krysia co? Na moje oko bakteryjne zakażenie lewego ucha, bo coś tam jej bulgocze i wycieka. Zajekurwabiście. Przetestujemy pobliską całodobową opiekę medyczną, bo na dyżur LuxMedu na Racławickiej mi się nie chce jechać autobusem. Pomijając nowonabyte funkcje grzewcze młodej (stawiam na 39C w nocy), to jest bardzo fajnie. Z nią da się coś zrobić. Wstawić, rozwiesić pranie, poprasować. Ideał, nie kobieta. No. A wiecie, że w tym kraju ciężko o butelkę wody o pojemności 1L? 0.3; 0.5; 0.7; 0.75 i ..... 1,5. Litr gdzieś wcięło. Nie ma. Pech. No. Kurdę, beznadziejnie z tymi chorobami. Beznadziejnie. A poza tym co? A nico. Nastawiam się psychicznie na zderzenie z publiczną służbą zdrowia. wiara-niedzieli 2012-02-26 09:35:49 skomentuj(0) ocean tratwa tonie, a nigdzie nie widać lądu. albo nie tonie, ale woda się nie kończy. Tak czy owak, przechlapane. wiara-niedzieli 2012-02-24 20:21:03 skomentuj(0) Hmmm. Medycznie i ze szczegółami, więc wrażliwi mogą nie czytać. Dziś mam doła do potęgi. Nie poszłam do pracy. Miałam się przygotowywać do kolonoskopii, bo wyrosło mi coś w zatokach (tomografia była grana) co jest często powiązane z czymśtam co powoduje raka jelita i trzeba to wykluczyć. Nie dałam rady przygotować sie do badania. Jeszcze głodówka przeszła gładko, ale wypicie czterech litrów mikstury przeczyszczającej mnie powaliło. Nie dałam rady. Mimo, że logika mówi "Zbadaj się, wyklucz, diagnostyka to podstawa" to nagle tak strasznie przestraszyłam się bólu i tego, że jednak coś znajdą, że nie dałam rady. Porażka i żałość. Dorosła kobieta tak się zachowuje. Toteż dziś niska samoocena spowodowana porażką. Niby już się umówiłam do lekarza po nową receptę i na nowe badanie, ale wciąż mam uczucie spierdolenia wszystkiego po całości. W dodatku przeżywam kryzys macierzyństwa. Mikołaj ZNOWU chory. Ledwo tydzień pochodził do przedszkola a już kaszlemy i smarkamy. Pediatra na dyżurze znów popatrzyła na mnie jak na debila "przecież katar przezroczysty", wypisała skierowanie do alergologa i zaświadczenie do placówki edukacyjnej. Swoją drogą rozwala mnie diagnostyka w Polsce na podstawie koloru kataru. Jeszcze chwila a dostanę wzory w Pantonie, który odcień zielonego to już bakteryjny a jaki stopień przeźroczystości to "tylko" alergia. Kurrrrrrwa. Mam dziwne stany. A to chce rzucić robotę i być full time z dziećmi, a to robię prezentację dla miejsca w którym się rekrutuję (tak tak, znowu się rozglądam, no bo kto mi zabroni?). I myślę o tym, czy tak miało wyglądać moje życie i jak bym chciała by wyglądało. Kolejny powód do rozpaczy. Skoro jestem taka zajebista, to na drugi etap mam przygotować prezentację. Jak na razie mam ZERO slajdów i natręctwo myśli. W weeekend była u nas Japonka, która wyszła za Polaka. Przyszli z małą córeczką. Ona robi wszystko po japońsku, czyli totalnie i całkowicie poświeca się dziecku. Śpi z nim,wciąż karmi piersią, łapie zanim zdąży upaść... Na nasze łóżeczko powiedziała "klatka" (cage). Nie wiem. Niby jej zazdroszczę, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie jakim kosztem JEJ musi się to wszystko odbywać. Chciałąbym się z nią zaprzyjaźnić, w sumie temat jajników policystycznych też już przegadałyśmy. Boję się jednak, że mogłabym ją jakoś urazić (różnice kulturowe, wiecie). A no tak. O samotności pisałam? Strasznie jestem samotna i nieszczęśliwa, gdy trwoga to do bloga nieprawdaż. Nagle skapnęlam się, że moje grono znajomych / przyjaciół jest tak szczupłe, że graniczy z non-existent. Oraz odczuwam ogromną przepaść pomiędzy mną i mamą. Zastanawiam się nad ograniczeniem kontaktów, bo rodzinne obiady wyzwalają u mnie takie pokłady rozpaczy, że mam ochotę się pociąć. W wieku 32 lat człowiek ma prawo nie godzić się na brak akceptacji (wyprasuj sobie ten sweter, no wiesz, to są spodnie? to ma być ładne?). Faktem jest, że zadziałał efekt naczyń połączonych, bo jednak pomagają nam przy dzieciach. W czwartek np. zaopiekowali sie trzódką żebyśmy mogli iść na "Hair" do Kongresowej. No i tak to. Dół, dół, dół. Dawno już mi nie było tak źle. Chociaż z zewnątrz na pewno moje życie wygląda zajebiście. No. TO jeszcze Wam sprzedam bloga, którego niedawno odkryłam:http://www.ikeahackers.net/ wiara-niedzieli 2012-02-13 11:26:55 skomentuj(0) stuk puk Zaprzeczam pogłoskom, że zaginęłam. Jestem. Chociaż mnie nie ma. Czasem latam po blogach i nadrabiam zaległości czytelnicze. Krystyna skończyła rok. Mikołaj skończył trzy lata. Mój wiek litościwie przemilczmy. W pracy raz lepiej raz gorzej. Dziś akurat się wkurwiłam. Jak już ktoś o mnie plotkuje, to mógłby to robić na tyle cicho, żebym nie słyszała. Nieprawdaż. Postawa co poniektórych jest karygodna. "Co ona takiego robi, że nie ma czasu?" Tańczę i śpiewam z przytupami, kurwać. Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Żałość oraz fałszywe koleżanki. Ot co. A poza tym? Babcia ze Słowacji jest w Warszawie. W szpitalu na Czerniakowskiej gdzie ją dowieźli ledwo żywą. Nie wiadomo co będzie dalej, ale realia szpitalne mnie dobijają. Wszyscy mają w dupie psychikę pacjenta dopóki oddycha. A to, że na sali leży mającząca coś pani która się non stop odkrywa, krzyczy i nie daje wyspać pacjentom to luz. A to, że pielęgniarki zwracają się do wiekowych pań "na Ty" to też luz. Powinny być ogromne transparenty w szpitalach. "Pacjent to nie mięso armatnie". No. Oraz po stłuczce parkingowej przed świętami odechciało mi się jeździć samochodem. Właściwie to boję się jeździć. Oraz schudłam nieco, fajne zdjęcia mam z imprezy firmowej z grudnia. No i tak to. Morał na dziś: Rodzina jest najważniejsza. wiara-niedzieli 2012-01-11 22:59:30 skomentuj(1) |
Kategoria specjalna Moj promil dla sztuki filmowej w kinach od 26 stycznia 2007 Codziennie Ziuta pipścińska tyż matka Pierwsza ma larwę Citroen sex z ebo powraca scarbee Gdyby oni wiedzieli, jakie to dla nas upokarzające, to nieustanne czekanie barbarella mieszka za miastem gogenzola podoba mi sie jej myslenie haniuta matka polka i telefoniczna mama w jednym Te pamiętniki podglądam Zimno Matka trójki Monsterowo o dzieciach Miniorki mała Laura warszawski-spleen oczekujemy potomstwa Scarlett O'Hara Motyla-noga tez dojezdza do pracy Kojot młoda, ale rezolutna zaba bardzo przez kogos lubiana kolorowooka Dobrawa cloudy piekna voiceofmysoul klaudia czyli suicide Trzaskprask zawsze ortograficznie i gramatycznie eilan na razie buszuję snafu khemowy W Szczebrzeszynie powalila mnie z nog lysakowski przyjaciel post-ortodoks badam empirycznie bazyl klasyka, klasyka pranie Matka jego dziecka pierze Błogo anonimowy blogowiczu, nie bądź chrumakiem i zostaw komentarz albo wpis do Księgi Gości *~*~*~*~*~*~*~*
mail: filipina(at)o2.pl*~*~*~*~*~*~*~*
Patronka mentalna:Joasia Śpiewaczka *~*~*~*~*~*~*~*
*~*~*~*~*~*~*~* >
Archiwum czyli "Nie pomoże szminka róż... ;-)"
2012 maj kwiecień luty styczeń 2011 listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2010 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2009 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj |