Archiwa

Kategorie

Znikam i robię się przezroczysta

„Czyli jak nie ma emocji, to Pani nie istnieje?” „Trochę tak.”

Zaczęłam żyć wspomnieniami, mam poczucie, że nic już na mnie nie czeka. W walentynki spotkałam się z gościem, który wydawał się wesoły i miły, potem okazało się, że ma trójkę dzieci z różnymi kobietami (jedno na dziesięć lat, więc niby nie tak źle…), ale coś mi w nim nie grało, więc nie podtrzymuję tej znajomości.

Krzesła przyjechały w idealnym momencie, są stare i zniszczone przez korniki, ale je uwielbiam. Głowy lwów rządzą. Trochę się martwię, czy to nie wpłynie negatywnie na drewno w domu, ale chyba to co miał je zeżreć zrobiło to już co najmniej sto lat temu. Nie bawię się w szlifowanie i odnawianie. Po prostu odkręciłam siedziska od poprzednich i położyłam na „Henryki”. Sizal mają w dobrym stanie, ale zawsze to milej jak jest miękko w cztery litery.

Pies oddany właścicielom, właśnie skończyłam myć podłogę po raz drugi. Był super. Grzeczny, oddany i bardzo, ale to bardzo do mnie przywiązany. Całą noc potrafił leżeć pod drzwiami i pilnować. Na szczęście go nie pokochałam, więc bez problemu mogłam oddać. O ile Krysia po prostu przyjęła, że „pies jest”, o tyle Mikołaj znalazł w nim kompana do biegania i taplania się w kałużach. Wieczorem się super bawili, całe szczęście, że właściciele przyszli jak młody się kąpał. „Karma mi się skończyła, wczoraj dostał gotowanego kurczaka bez skóry i kości.” „Naprawdę? Nam starcza na dziesięć dni.”

Młody z ferii wrócił w dziurawych butach, na tyle, że wczoraj po spacerze po prostu wsadziłam je do pralki i wysuszyłam. „Kotek, tu masz przetartą podeszwę. Kupię Ci coś dzisiaj, ale na razie nie wchodź w kałuże.” Nie mogłam się skupić w pracy, dopóki nie poszłam i nie kupiłam mu przejściowych. Miałam ze sobą odrys jego stopy, mam nadzieję, że będą dobre.

Poza tym, co?

Tłumaczę książkę fotografa światowej klasy. Zgodziłam się nie widząc tekstu, to teraz mam. Dziesięć stron A4 historii Żydów na świecie i w Polsce. Makabrycznie trudny tekst, ale przynajmniej mózg mi trochę pracuje. Robię to za darmo, bo uwielbiam tego faceta. Jest starszy, ale jak on patrzy, jak on milczy, jakie on foty robi! Zrobił mi całą serię na Otrycie rok temu. Nie jestem w nich klasycznie piękna, ale jestem człowiekiem z charakterem i przeżyciami. Cudo. Szkoda, że jest DUŻO starszy, bo brałabym :-)

W sypialni mam wulkan czystego prania, nie mam natomiast greckiej bogini która by to wszystko magicznie wyprasowała.

Walczę też z postrzeganiem siebie. Niby wagowo się nie zmieniłam, niby jem regularnie, a nie mogę znieść swojego ciała. Wiem, że się zmienia i to normalne, ale go nienawidzę ostatnio. Zastanawiam się nad odstawieniem antykoncepcji, w sumie skoro od odejścia Żet z nikim się nawet nie całowałam, to może nie warto dalej pompować się chemią? Nie golę nóg, nie maluję paznokci… Walczę z atakiem łupieżu, mam wrażenie, że basen solankowy mnie załatwił na amen.

Kupiłam dzisiaj dwa wygodne staniki, koleżanka (Ta co myślę nad ksywką – właściwie to już nie, bo zgodziła się na „Wilkołak”) poleciła mi outlet z bielizną, gdzie rzeczy są powieszone ROZMIARAMI. Na razie mam 70 F, ale sytuacja jest dynamiczna, c’nie. Gorąco polecam Wam Tijelo w podziemiach Dworca Centralnego.

Co jakiś czas mam echa przeszłości. Dostałam kiełbasę ze Sturova – zasadniczo nie lubię, ale akurat Pitvaroską uwielbiam. Zrobiłam sobie wspaniałą jajecznicę i od razu pomyślałam „O! Żet lubił jajka, teraz w sumie mam już dwa serduszka silikonowe do sadzonych, spodobałoby mu się.” A potem przypomniało mi się, co nam zrobił i pomyślałam, jaka straszna szkoda, że nikt go nie nauczył lepiej, nikt mu nie pokazał. Owszem, ojciec mu opowiadał o dziadku, który porzucił rodzinę i nigdy się do nich nie odezwał. Szkoda, że wziął przykład nie z tej generacji co trzeba.

Fajny fragment wywiadu z Ophrą Winfrey widziałam na temat drugiej szansy.

I tak sobie myślę.

Ile szans już miałam. Ile zmarnowałam? Czy coś jeszcze do mnie przyjdzie?

Czuję się, jakbym emocjonalnie poszła już na emeryturę. Nic mnie nie czeka, eks mąż zrujnował mi życie, kolejne związki okazują się makabrą.

Miałam zaproszenie na dwie imprezy w weekend. Jedna spokojna, planszówkowa, druga dużo bardziej rozrywkowa, pijaństwo i tańce do rana. Nie poszłam nigdzie. Wolałam zostać w domu z młodą i było mi z tym dobrze.

A w niedzielę, jako dorosła osoba, która może robić CO CHCE oglądałam seriale. Także tego.

„Wiesz fajnie, bo nie muszę się przejmować ludźmi,” opowiadałam Toudiemu, „Szkoda tylko, że to ma dwie strony. Nikt nie interesuje się mną.”

Krzesła będą być może już w środę

Pies jest prosty w obsłudze, ale ja mam takiego hopla, że lubię jak jest podłoga czysta. Toteż po każdym spacerze wycieram mu łapy mokrą szmatką, odkurzam i na kolanach usuwam ślady zbrodni.  Dziś odprowadziliśmy Krysię do szkoły, wróciłam z Fido do domu po czym zebrałam fanty i wyszłam. Jak on szczekał! On ledwo miauczy i pomrukuje, a tu takie szczekando. Mam nadzieję, że się uspokoił a nie wył cały czas.  Poza tym łapki ma brudne. To biały  maltańczyk i dzisiaj wybitnie się ubłocił, korci mnie, żeby mu te nogi wykąpać, ale zaraz pewnie podniesie się larum, że to zdrowy brud i w ogóle. Hmmm. Oraz stresują mnie inne psy. Nigdy nie wiem czy się będą obwąchiwać czy gryźć, więc na wszelki wypadek trzymam go blisko siebie. Zresztą i tak mnie pilnuje. Wczoraj jak się położyłam na chwilę (zrobiło mi się słabo po kąpieli), to przyszedł warować przy łóżku, wygoniony oddalił się o dwa metry, po czym spoczął na drugim końcu dywanu z miną „chyba oszalałaś, nigdzie nie idę”.

Miły piesek, dobry piesek, na szczęście tymczasowy. Tydzień będzie frajdą, całe życie byłoby udrękę. Dobijają mnie wyrzuty sumienia, że on tam siedzie sam jak palec.

***

-Słuchaj, Ty w czwartek pracujesz tak?
-Tak.
-Bo wiesz, co się jutro będzie działo na mieście?
-Co konkretnie?
-Będzie pełno serduszek, słodkich amorków i innych okoliczności…
-Aaaa! No to sobie wybraliśmy termin!

Analizuję jak nastolatka. Paznokcie pomaluję chyba. No nie wiem. A wieczorem zamierzam się zaszyć w kinie, skoro K. przychodzi do młodej.

Some people…

Fantazjuję o krzesłach, które przyjadą w środę. Będzie sześć, więc nawet jeśli jedno umrze na placu boju renowacji, to i tak zostanie jeszcze pięć. Chwilowo zachowałam się jak rasowy psychofan i obejrzałam wszystkie filmiki instruktażowe Projekt Cacko na YouTube, bloga przeczytałam od deski do deski. Nie mogę się doczekać :) Wiem też, że rafię na wymianę kupuje się niedaleko domu mojego brata, chociaż pewnie dam siedziska z tapicerką.

Byłam na domówce u koleżanki (myślę nad ksywką) i było przecudownie. Podano wytrawne przekąski, chili con carne, wybór nalewek oraz sernik na dwa sposoby :-) Odpoczęłam.

Za godzinkę przyjedzie pies, którym zgodziłam się zaopiekować na czas czyjegoś wyjazdu na ferie. Kryśka zwariuje ze szczęścia, pies jest podobno kanapowy i niewymagający. Przez tydzień damy radę, zresztą ja też się cieszę. Właśnie wstawiłam pranie i sprzątam, niech ma dobre pierwsze wrażenie. Zrezygnowałam z wieczornej, babskiej imprezy, ale trudno. Muszę się do niego przyzwyczaić a on do mnie.

Mikołaj wyjechał pod Inowrocław do drugiej babci, młoda wraca jutro, więc cieszę się wolnym weekendem. Byłam na jakiejś randce, niespecjalnie udana, facet w samym środku trudnego rozwodu, a poza tym niski.

Sztuka kochania – CUDOWNA. 
Jak ja się cieszę, że przeżyłam to co przeżyłam. Każda scena budziła we mnie radość i śmiech, od cenzury po seks w łazience (rety! ile ja wspaniałych pryszniców widziałam! a ten w Legolandzie… ¡Madre dios!). Chociaż biografia była zupełnie inaczej napisana, w dużo cięższym klimacie. Oraz wiecie, marynarz uszył jej spódnicę (click).

Kocham świat. Jest mi cudownie. Jestem wdzięczna życiu za to, czego doświadczam i za to wszystko, co jeszcze zamierzam przeżyć.

A X.a spotkał się w piątek z  panienką, której szczerze nienawidzę. Jest to wydarzenie pod tytułem „Ale serio? Jak zdesperowanym trzeba być, żeby szukać poklasku u tak dwulicowej wywłoki, przynajmniej teraz nie musisz kłamać, a laski z Trójmiasta i tak robią wywiad, czy się bzyknęliśmy w ciągu ostatnich kilkunastu godzin, pozostawiłam spore pole do interpretacji…”. Tą akcję odbieram jak zachowanie dziewczyny, która pokłócona ze swoim facetem „na złość” idzie flirtować z połową dyskoteki. Pfff. Miłej, urwał, zabawy, czółko, całuski, pozdrawiam cieplutko. Są siebie warci :)

Pojawił się ktoś. Jest z mojego świata :D  Lubi Eda Sheerana więc od razu dostał punkty. Poza tym starszy i dojrzały, ma jakąś pracę z sensem, więc powinno być fajnie. Sporo sobie obiecuję. Zweryfikujemy za kilka dni.

Podsumowując. Rabe, ja bez ta koza, ja mam TYLE miejsca :-)

Co pańcia robi w biurze o tej porze?

Cieszy się z krzeseł kupionych gdzieś w internetach. Krzesła mają rafię i rzeźbione główki lwów/niedźwiedzi. Od niedzieli o tym myślałam i stwierdziłam: teraz, albo nigdy. Najwyżej odsprzedam.

Ostatnio dobra passa w życiu i w ogóle. Od kiedy podjęłam decyzję, że nie spotkam się z X. żyje mi się lepiej i jaśniej. Nawet nie muszę robić pracy domowej na terapię, bo temat przestał istnieć.

Sam-na-sam z Mikim jest cudowne. Rozmawiamy, czytamy, dużo się przytulamy. Anioł nie dziecko. Niestety nieco obsmarkane i kaszlące, ale trochę na swoje życzenie. Mówiłam „wysusz porządnie włosy po basenie”. Ech.

Nie chce jechać do wypożyczalni , na bal karnawałowy wymyślił sobie jakieś minimalistyczne przebranie: halabarda, czarna czapka, komin i czarne rękawiczki. Boję się pytać, ale w sumie pasuje mi, że nie będę musiała jechać przez całe miasto po strój, a potem jeszcze go oddawać. Wolę go podwieźć do biblioteki po nowe komiksy i spakować na ferie.

Kryśka na Słowacji uczy się czytać („dziś przerobiłyśmy słowa dwu i trzyliterowe”), liczyć i pływać. Pięknie opowiada przez telefon.

Trzymajcie się. Nudzi mnie ten spokój, ale rozrabiać też mi się na razie nie chce.

Cześć piękne :-) Czyli wyliczanka mężczyznami

Brzuch przestał boleć, wystarczyło 12 godzin snu i dużo wody. Uff. Leżałam, leżałam, zastanawiałam się co jeszcze w moim życiu jest nie tak i postanowiłam, że zajmę się czymś, co wpływa na moją stabilność zawodową.

Wiecie, miałam taką tajemnicę, tak pierdyliard nierozliczonych faktur i minifakturek, co doprowadziło do gróźb księgowości, że wejdą mi na pensję. Raz do roku robiłam podejście do rozliczeń, ale system zamknięty, ktoś już nie pracuje, tu się mnie nie da dopisać… Więc od czterech lat żyłam sobie w szarej strefie, jednocześnie z lekką adrenalinką, bo skoro do tej pory mnie nie wywalili to już pewnie nie wywalą… Rosło to sobie i rosło, jak potrzebowałam powodów żeby skoczyć z mostu to pojawiało się na liście, aż któregoś dnia pożaliłam się koleżance. „No co Ty. Ja Ci pomogę, wiem jak.” Jako asystentka prezesa prezesów widziała niejedno i bardzo szybko i skutecznie znalazła rozwiązanie, którego nie podpowiedział mi nawet dyrektor finansowy (a pytałam).

W każdym razie: papiery są w księgowości, ja swoje zrobiłam, może w końcu wpadnie ten tysiąc złotych (ponad!) za delegację do Madrytu. Przyda się, bo chyba pralka się popsuła. Właśnie wstawiłam 90 stopni i drzwiczki są podejrzanie zimne.  Niedobrze :/

Poza tym co? Bardzo fajna randka w piątek z kolegą w podobnych klimatach. Jak przypomniała mi koleżanka, kiedyś go już poznałam na jakiejś imprezie ale sklasyfikowałam jako „poniżej mojego poziomu”. Drugie wrażenie zrobił dużo lepsze, jeździ na motorach, lubi przygody i ma wachlarz życiowych doświadczeń. Już mieliśmy wyjechać gdzieś razem na weekend, po czym dostałam grzeczną wiadomość pt. „Nie mogę, przepraszam”. No cóż.. Nie, to nie :-) I tak nie znał angielskiego, więc może to pierwsze wrażenie nie było takie złe.

Czasem myśli wracają mi do pszczelarza, czy nie odrzuciłam go zbyt pochopnie, a z drugiej strony: gdyby chciał, to by zawalczył.

Wczoraj był też epizod z Żet. Wrzuciła na facebooka jakieś zdjęcie z dwoma laseczkami i w pierwszym odruchu chciałam napisać „A gdzie żona?” oraz „Czy te panie wiedzą, że jesteś kłamcą, oszustem finansowym i tchórzem?” . Postanowiłam jednak nie być psychopatyczną eks :D To on musi żyć ze swoją karmą, a nie jest ona dobra :)

Poza tym X. się odezwał z zaproszeniem na piwo bo będzie w Warszawie. (When it rains it pours) W sumie niewinnie i miło, powinnam się cieszyć pewnie. Niemniej dokonałam paru kalkulacji, zasięgnęłam wywiadu i skończyło się długaśną wiadomością kończącą się słowami ”Jeśli potrzebujesz coś przegadać, to masz mój numer telefonu, chętnie pomogę. Natomiast wierzę, że liczne znajome w Warszawie, te wpisywane do kalendarza pod własnym imieniem jak i cudzym, zapewnią Ci kobiecy podziw i uwielbienie które jest dla Ciebie istotne. (passive agressive ale przepełniony miłością i znajomością Twoich dwóch metrów przystojnego mężczyzny

Jakby tego było mało, wczorajszy dzień spędziłam z koleżanką i jej przyrodnim bratem. Co było cudowne, bo zmobilizowało mnie do wyjścia z łóżka i wypełniło samotność. Pojechaliśmy do muzeum techniki wojskowej na Sadybie, potem do Hali Koszyki, na obiad do Barn Burgera, do kina na „McImperium” a w końcu na piwo do Paradoksu. Wychodząc zobaczyłam przystojnego faceta, ale JAK! Po czym zdjął czapkę, neuronki zastykały: Pan, który umie rysować konie. Biorąc pod uwagę, że ostatnio dosyć brutalnie dałam mu kosza, to wycałowaliśmy się niezwykle serdecznie. Właśnie wychodziliśmy, więc na szczęście było jak dyplomatycznie się wycofać. Przyjechaliśmy do mnie, zjedliśmy sernik na zimno i obejrzeliśmy film „Jestem na tak”.

No i mamy samotną niedzielę. Górę prasowania, pralkę do macania i podłogę do umycia

Krysia pojechała z moimi rodzicami na Słowację, uczy się liczyć i czytać. Młody z kolei spędza weekend z tatą.

Dobrze jest. Nie mogę na nic narzekać :-)

Blog bardzo fizjologiczny od wczoraj. Dodatkowo coś mnie strasznie kłuje w lewym boku i mam migrenę, spięte mięśnie barków. Ciało mądre, ciało wie.

Wczoraj byłam w punkcie obsługi klienta ZTM, bo złamała mi się karta miejska. Nie mogę, tu pani wypełni, zaświadczenie, wniosek, pieczątka. Spokojnie wysłuchałam pani, wzruszyłam ramionami i marząc o tym, żeby położyć się na podłodze i patrzeć w sufit, jednak zebrałam się do wyjścia.

W głowie mętlik, nie umiem się skupić na czytaniu. Facebook przypomniał mi film sprzed trzech lat, jak wprowadzałam się z dziećmi do mieszkania. Wtedy niczego się nie bałam i mogłam wszystko, w końcu miałam wolność. Było strasznie ciężko, ale ogarniałam i siebie i młode. A teraz jakoś neuronki nie stykają, serotonina niska, człowiek lęka się życia i zastanawia, dokąd zmierzamy.

„Mama! Wiktor mnie kocha” „A Ty jego?” „Ja nie.” „To mu powiedz, że doceniasz i dziękujesz, ale możecie zostać przyjaciółmi.” „Ale my już jesteśmy przyjaciółmi.” „A skąd wiesz, że Cię kocha?” „Całowaliśmy się! W usta! No dobra. To ja jego też kocham!” „Dobrze słoneczko, cudownie.”

Mam dziś wolne, bo idę z klasą Mikołaja na basen.

Wczoraj przeżyłam wyprawę do Tesco, bo zgubiona śniadaniówka, a nie taki piórnik chciałam, inny i te kredki błyszczące i mamaaaaaaaaaa!  Wracamy do domu i nagle młody olśniony, że on nie ma linijki. Nic, tylko posiekać.

Witrynka sprzedana, gdyby koleżanka z dużej sieci hoteli jednak się nie zdecydowała,(„Wiesz, miałam Ci pomóc z tym CV, nigdy nie przesłałaś.” „Już nieaktualne. Wyprowadził się.”) to mam jeszcze rezerwowego kupca.

Zbroimy się z mamą na kolejną zimę. Ja kupiłam kurtkę młodemu (40% przeceniona) a ona Kryśce.  Czyli nawet gdyby coś się stało, to przynajmniej nie zmarzną. Szkoda, że nie umiem przewidzieć ich rozmiarów butów, też bym kupiła.

Boże, jak strasznie i okropnie mnie boli brzuch. Makabra. Oczywiście, że w mój wolny dzień. Jakżeby inaczej.

Och…

Wróciłam z dwugodzinnego spaceru w lesie Kabackim, wywróciłam się i tak uderzyłam głową o ziemię, że przez chwilę musiałam poleżeć, żeby sprawdzić czy  nie mam wstrząsu mózgu.

Rodzice wzięli młodych do zoo, ja odpoczywam po śniadaniu z przyjaciółką Kryśki i jej mamą.

Wystawiłam witrynkę na sprzedaż, już czas. Nadal jest piękna, cudownie wspominam wyprawę do Kwidzyna, ale dużo bardziej chcę mieć miejsce na telewizor.

Samotność mnie gryzie w tyłek, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Dzieci nakarmione, lekcje odrobione (w sumie, to jeszcze za sekundę zweryfikuję), dom sprzątnięty.

Dobranoc.

P.S. Powinnam napisać testament, nie ile komu, bo wiadomo, że do rozdzielenia niewiele, ale taki w stylu ‚kocham Was, nie bójcie się świata, mamciś.”

Miau?

„Agatka rozmawiała dzisiaj z Krysią na temat jej wymarzonego prezentu i … Nie wiem czy wiesz, że miałby to być prawdziwy kotek ;-) Co prawda mamy w domu aż trzy, ale się nie podzielimy :-) Kupiłam w h&m koraliki do robienia biżuterii i ozdoby do włosów jak sugerowałaś na zebraniu. Mam nadzieję że Krysia nie będzie rozczarowana że prezent nie miałczy. Pozdrawiam”

Oczywiście, wysłałam mail dziękczynny, że w sumie wychowuję ich sama i kotek mógłby być pewną komplikacją, za to korale możemy sobie nawzajem pożyczać.

Poza tym dzisiaj urodziny w kulkowni na rockowo. Wszyscy idziemy na czarno, zarządzeniem Jaśnie Pani Kierowniczki Krystyny. :-)

P.S.
Oraz nowa, bardzo krótka i designerska grzywka u młodej, bo plastelina. Dużo.

 

Przypomniało mi się, że istnieje serial Modern Family

Mikołaj nam zrobił wczoraj kolację. Długo robił, bo po wyjęciu parówek i włożeniu do garnka zaczytał się w komiksie, ale w końcu na stole wylądowały pięknie, samodzielnie przygotowane kiełbaski. Gotują chętnie, sprzątają mniej chętnie.

Jak na razie wszyscy chłopcy z którymi się spotykam są prze-mi-li. Inteligentni, wykształceni, z osiągnięciami życiowymi. Francuz niestety okazał się niewypałem, ale za to spadochroniarz Piotr mimo spóźnienia konwersował ze mną 3 godziny, Pszczelarz spędził ze mną pół soboty i nie chciał się rozstawać (mam słoik miodu w samochodzie i zakwasy po łyżwach), zaś niedzielny ilustrator był taki, że klękajcie narody, mogłabym tylko na niego patrzeć, jak w akwarium, a i tak byłabym zachwycona. Piętnastoletnia córka, kruczoczarna bródka, zadbane paznokcie, motory, futbol amerykański, rekonstrukcja historyczna i w ogóle… Niemniej, w tym wszystkim pewnie nie miałby czasu dla mnie, nawet na spotkaniu głównie gadał o sobie. Hm.

Także jak na razie: zero trafień i jedno poważne rozczarowanie pszczelarza („Wiesz, mogę zaproponować koleżeństwo.” „Dzięki, to cześć’. ). Zresztą na jego niekorzyść zadziałała też seryjność. Zgadałam się z koleżanką w pracy, że ona widzi się z nim wieczór przede mną, więc widać wiarę w statystyki.

Ponieważ jest ich TYLE to straciłam motywację. Nie chce mi się malować, umycie włosów jest szczytem poświęcenia. W niedziele poszłam w śniegowcach i ogromnej kurtce „Bo zaraz po naszej kawie idę na basen.” Po tej niewielkiej próbce to mi się odechciało. Może statystyka statystyką, ale powolne budowanie bliskości, do momentu kiedy osiągnę cel pt. wspólne życie to jakieś LATA ŚWIETLNE. Teraz już rozumiem tekst X.a „Jesteśmy siebie ciekawi” (interpretuję jako „bzyknąłbym, albo i nie bzyknął, ale nie jest to ani zdecydowane tak, ani zdecydowane nie, bo a nuż coś lepszego będzie za rogiem.”)

Oraz byłam na La La Land (odradzam), w knajpie na piwie z ludźmi, potencjalny partner do tanga okazał się być fatalny (na siłę prowadził mi wszystkie figury które znał i krytykował na parkiecie), oraz podziękowałam za propozycję kolacji ze śniadaniem panu, który rysuje konie (wiesz, widziałam jak ją obściskiwałeś, także dziękuję, ale nie dziękuje [and I may have done some shit with your best friend]).

Oraz pojawiła się koleżanka, z którą byłam na basenie w niedzielę i w knajpie indyjskiej. Radosne, twórcze, pozytywne stworzenie. Jest też masażystką, ale przede wszystkim emanuje radością życia i głęboką, spokojną miłością do partnera życiowego. Jest wspaniała, chciałabym, żeby została moją przyjaciółką.

Nic to. Zwalniamy. Koncentrujemy się na bolącym brzuchu. Pogodzie. Małych przyjemnościach.

French connection

Coś się ze mną stało. Od dwóch dni z własnej woli robię brzuszki. Na razie po 20-30 za jednym zamachem, ale jest postęp. I nie obciążają kostki, hej ho.

A było tak: We wtorek pojechałam na terapię, skąd odebrał mnie Francuz i pojechaliśmy na piwo. Powalił mnie siłą woli. Czternaście lat temu rzucił wszystko i przeprowadził się do Polski, stworzył firmę IT i osiągnął sukces (zawodowy, bo osobisty – tu bym dyskutowała). W każdym razie człowiek bez matury, bez znajomości języków, bez kontaktów – hyc, zmiana kraju i rzeczywistości.  ”Wiesz, ktoś to kiedyś zrobił dla mnie, ale skończyło się tragicznie.” „Przestraszył się.” „Albo tak nakłamał, ze już nie miał wyjścia.” „Też możliwe”.

Ma dwójkę dzieci 9 i 12 lat.

Fizycznie? Spoko. Bardzo wysportowany, oczywiście, że tatuaże i broda mnie kręcą, bardzo miękkie, ciepłe dłonie. Trochę niższy niż się spodziewałam, ale za to bardzo analityczny i pewny siebie. Nie wiem co z tego będzie, ale wieczór mnie zdecydowanie zmotywował do pracy nad sobą. Mamy kompletnie różne style życia (zaczynam nienawidzić i zazdrościć freelancerom), ale jest w nim jakaś egzotyka. Korespondujemy po angielsku, rozmawiamy po polsku. „I kiedy zrealizowałem, że jestem nieszczęśliwy, musiałem wszystko zmienić”.

Nie wiem czy się jeszcze z nim zobaczę. Ma dosyć duże braki w savoir-vivre, np. drzwi mi nie otwierał! Ja bardzo przepraszam, ale pewne gesty są dla mnie ważne :-)

Mam wyrzuty sumienia, że puściłam dzisiaj Kryśkę do szkoły. Skoro jednak lekarz dał mi zwolnienie tylko do środy, to rozumiem, że przewidział, że dziecko dostanie antybiotyk poćwiartowany na mniejsze kawałki do zjedzenia po obiedzie (jednakowoż wkurw na siebie samą, mogłam wczoraj pokombinować przedłużenie zwolnienia, praca o dziwo (skandal!) daje sobie radę beze mnie).

Oraz: Ślepowidzenie jest książką podróżniczą. Ciągle zostawiam ją w dziwnych miejscach. Wczoraj np. jechałyśmy z młodą aż na Saską Kępę, bo zapomniałam jej w jakiejś piekarni. Doprawdy, muszę ją oddać Udarowcowi jak najszybciej, bo następnym razem będę ją ściągać z Mount Everestu.

Oraz dziś: kasza bulgur, seler naciowy, odrobina batata, marchewki i pietruszki. W ramach białka biała kiełbasa.