Najnowsze komentarze

Archiwa

Kategorie

Och… Nordcon XXX

Przepełnia mnie smutek, spokój i nostalgia.

Przyjechałam z wesołą ekipą, która moje przygody kwitowała „żartujesz!?” a następnie częstowała anegdotkami, to masz te same historie co ja, tylko  à rebours, bo moja pierwsze żona to…, druga z kolei też wyprowadziła się z dnia na dzień, a ta studentka co mówiła za moimi plecami, że jestem damskim bokserem, to już się miałem oświadczać, wiesz, za trzecim razem powinno się udać, ale potem dowiedziałem się paru rzeczy i trzeba było się rozstać…

W Primaverze wychodzę z windy na drugim piętrze, a tam…?

X!

Drzwi w drzwi ze mną. Wziął trójkę z P. i B., siedział na korytarzu i lutował układy scalone w plecakach do strojów Ghost Busters.

Pomyślałam, że na 300-400 pokoi w ośrodku, to ktoś naprawdę miał ogromne poczucie humoru żeby wywinąć mi taki numer przy rozdzielaniu miejsc. Przywitałam się, pogłaskałam po głowie, w sumie się nawet ucieszyłam „Dobrze, będę się czuła bezpieczniej jak będziesz blisko. Gdyby coś mi się działo złego czy coś…” „Ok.”  Wszedł za mną do pokoju zapytać jak się czuję, ale oczywiście natychmiast zobaczył w oczach.

Wzięłam piwo i poszłam szukać imprezy. Pogadałam z ludźmi, wypiłam kilka setek. Na siódmą umówiłam się na basen i saunę z Toudim, pogadaliśmy od serca, o przyjaźniach i  związkach. Wymyłam się, znów poszłam na dół do ludzi. Spotkałam Piotrka. „To Ty rozdzielałeś pokoje? Wiesz, że jestem drzwi w drzwi z moim byłym?” „A to dobrze, czy niedobrze? Będziesz krzyczeć?” „Nie wiem.” „A masz numer do niego, bo się zmienia miejsce warsztatów?” „Są warsztaty?” „Tak” „To daj mi słuchawkę potem.”

„Słońce, potrzebujesz pomocy naukowej?” „A chcesz?” „Tak” „No dobra.”

Na lekcji trochę prowadziłam naszą wspólną koleżankę, ale NA KONIEC… WOW!!! Jakie tango mi dał, tangazm na kółkach. Wesołe, czułe i pozytywne. Aż musiałam chwilę ochłonąć. Potem w sumie bez słowa rozeszliśmy się do pokojów, on spać a ja dalej w poszukiwaniu rozrywki.

Przez resztę wieczoru eskortował mnie Toudi na zmianę z Piotrkiem, a kiedy impreza się rozkręcała, umówiłam się z koleżanką, że zmienimy sukienki i wracamy na parkiet. Wychodząc w czarnych koronkach zobaczyłam otwarte drzwi do X.a, który wyglądał fatalnie. Makabrycznie wręcz.

Przez wszystkie lata naszej znajomości nie widziałam go w tak złym stanie. Miał skurcz mięśni w dłoniach, nie mógł rozprostować palców, trząsł się, bardzo szybko oddychał, na tyle, że nie słyszałam bicia serca. Natychmiastowo weszłam w tryb „mamusi”, położyłam ręce na czole, podawałam tabletki z magnezem i wapno, rozważałam, czy jestem w stanie zawieźć go na pogotowie jego autem…. Obok byli P. i B. więc jak tylko zaczęliśmy go żałować, to w końcu dał sobie pozwolenie, żeby być słabym i jeszcze bardziej się rozłożył. Z braku narzędzi po prostu usiadłam za nim okrakiem i przytuliłam. Głaskałam przedramiona, żeby rozluźniły się mięśnie i mógł utrzymać kubek.

„Jak byliśmy razem to zawsze się tego bałam, że jak coś Ci się stanie na motorze, to ja się nie dowiem.” „To prawda. Rodzina by się dowiedziała, ale nie wiedzieliby nawet kogo zawiadomić”. „A jest tych osób sporo, co..?”

P. i B. zostawili nas samych jak tylko ustabilizował mu się oddech. Położył się, pogłaskałam go po włosach i czole, zanuciłam piosenkę. Oboje czuliśmy, że jest dziwnie, więc mówię „Bardzo Cię kochałam, martwię się i przejmuję. Nigdy nie widziałam Cię w takiej rozsypce. Przecież gdybym ja potrzebowała opieki, to zrobiłbyś dla mnie to samo.” „Oczywiście. Nadal gdzieś tam jesteś u mnie w serduszku, ale to nie ma prawa działać.” „Wiem. Nie bój się. Jesteś bezpieczny. Odpoczywaj.”  Wzięłam sobie książkę z pokoju, przecież nie zostawię go samego. Otuliłam kołdrą, kazałam się ubrać w polar bo znów miał dreszcze. Oczy mu uciekały.

W końcu zakopał się pod kołdrą i przysnął, przyszła B. i P. „To ja znikam, jakby coś trzeba było dawajcie znaki.” Wróciłam na imprezy, tańczyłam i przytulałam się z Piotrkiem, który ewidentnie adorował mnie w pewnym celu. „Stary, ja nie robię takich rzeczy. Masz trójkę dzieci, żonę i ja to szanuję. Zresztą wiesz, że jestem bo strasznym rozstaniu…” „Dobrze. A marzyć mogę?” „Możesz. Na pewno w tych marzeniach wszystko mi się będzie podobało.” O trzeciej nad ranem odprowadził mnie do pokoju, szarmancko i dorośle nie próbując mnie namawiać do przekroczenia granic.

Noc miałam taką sobie, wstawałam kilka razy (bigos? hamburgern a autostradzie?) śnił mi się Żet. W dziwny sposób na Nordconie zupełnie mi się wyłączył tryb „polowania”, z łatwością mogłabym kogoś przygruchać sobie na noc – ale po co?

Chciałam być sama i mieć chwilę na refleksję: to mam.  Jest trudno. Tak jakbym robiła coś złego nikim się nie zajmując, z nikim nie witając dnia i będąc odpowiedzialna tylko za siebie.  Posprzątałam pokój (punkt), umyłam się (punkt!), nawet zalałam sobie owsiankę i Earl Gray’a.

X. przed chwilą zameldował, że żyje ale nadal jest chory. Zaniosłam mu swoją herbatę, sprawdziłam czoło i wróciłam do siebie. Nie ma co tworzyć krępujących momentów.  Żyj i daj żyć.

No i tak to. Boli mnie, że z Żet rozstanie było takie beznadziejne. Ciekawe, czy gdybyśmy się znaleźli ścinę-w-ścianę to byłby w stanie towarzyszyć mi w bólu i cierpieniu, bez ponownego wykrzykiwania jak to wszystko przeze mnie? Mam kaca moralnego z tego powodu. Chciałabym, żebym zawsze mogła liczyć na ludzi których kochałam.

A z drugiej strony, zachowuję się tutaj tak, jakbym nadal miała chłopaka. Niby kręcę biodrami, ubieram szpilki i przyjmuję komplementy werbalne i niewerbalne, ale niczego więcej nie potrzebuję. Sam wzrok pełen podziwu i  ”Chodź usiądź, a nie tylko kusisz i podniecasz” w zupełności zaspokajają moje ego.

 

Chociaż w robocie zachowałam twarz

Przychodzę rano, mniej więcej wtedy kiedy dyrektorka. Usiadłam i wyjaśniłam, że przeżywam tragedię osobistą i że miało to ogromny wpływ na to, co wydarzyło się wczoraj. „I co? Pojechałaś po nich z góry na dół.” „Niestety.” „Trudno, zdarza się. Dobrze, że mówisz.”

Więc przynajmniej z pracy nie wylecę just yet. Ulga, bo głupio byłoby przez niego zmarnować życie.

Wciąż nie umiem objąć umysłem całkowitego wycięcia mnie z życia i chyba to najbardziej boli.

„A dopuszczamy taką możliwość, że on nie robi ci na złość, tylko po prostu ma na Ciebie wyrypane i zamiast do niego pisać lepiej byłoby się nie odzywać i dumnie podnieść głowę, zamiast oddawać mu władzę i pokazywać, że Cię to rusza wszystko?”

>”Kurcze, ja bym chciała mieć z nim normalną relację.”

„Jaką relację? Po tym wszystkim co Ci zrobił? Po tym jak się zachował? Daj spokój. Niech se znajdzie dziewczę bez pracy i ambicji, które dla odmiany będzie zależne od niego, może się poczuje bardziej męski.”

No i tak to. Jestem o włos o skasowania numeru telefonu do człowieka, który jeszcze miesiąc temu potrafił zadzwonić zapłakany od kumpla, bo tak bardzo mnie kocha i tak strasznie boi się mnie stracić. Nie spina mi się to TOTALNIE.

„Bo jak Ty się odzywasz, to on może powiedzieć, że nie rozumiesz słowa „nie” i dalej Cię oczerniać. A robi to na pewno. Przecież musi jakoś wytłumaczyć się znajomym i rodzinie, a o sobie źle mówić nie będzie.” „Yyy… No fakt.”

Skoro w pracy się uratowałam i życie toczy się dalej, to teraz pozostaje tylko ustalić termin z panią terapeutką „Pani szybko musi? To może niedziela?” „Przepraszam, w niedzielę wracam z wyjazdu i mam urodziny syna…” „Dobrze, to ja wrócę do dom u i coś wymyślimy jak będę miała kalendarz w ręce”

Wciąż nie zafarbowałam włosów na Nordcon, muszę posprzątać bo tanguerki będą spały pod moją nieobecność. Jak to dobrze, że będą tam ludzie, do których będę mogła się przytulić bez wyjaśniania. Ot tak, bo potrzebuję. Och, jak miło. Dziwne, w poszukiwaniu ciszy i spokoju wyjeżdżam w miejsce, gdzie przez 4 dni non-stop trwa impreza. A mimo to wiem, że odpocznę i wrócę odmieniona. Po prostu wiem.

Scenariusze

Scenariusz 1 – zmyślony
- Ej stary, nie bądź wiśnia, pomóż mi z tą witrynką…
- A wiesz, będę w Warszawie po resztę rzeczy we wtorek, to może wpadnę i to zrobię? Tylko chyba nie mam siły widzieć się z Tobą osobiście, zostawisz mi klucz?
(…)
-Dostałem paczkę, no kurdę… pojechałaś. Masz rację. Przepraszam. Chcesz pogadać?

Scenariusz 2 – prawdziwy
Cisza. Cisza. Ignorowanie. Cisza. Daję totalnej i całkowitej dupy w pracy, ktoś nawet pisze maila ze skargą na mój cynizm i sarkazm. Wracam do domu załamana, bo zawaliłam, na pewno przez to, co się dzieje ze mną w środku.
Wtem! On zamieszcza zdjęcie z  Warszawy. „Mikołajki w centrum nauki? Dlaczego nie”
Serce mi zamarło. Myślę sobie: „O rzesz Ty w mordę!” Oto facet, który nie ma odwagi, żeby się odezwać i porozmawiać. Nawet mnie nie ciekawi u kogo śpi, zakładam, że miękkie gniazdko zawsze znajdzie. Brakuje mi jednak refleksji i przeprosin. Coś za szybko jest mu wspaniale w życiu, nie kupuję tego. Plus, o ile pamiętam wyprowadzał się do Wrocławia, to czemu szwęda się teraz po moim mieście? Oczywiście nie odbiera telefonów, zero wyobraźni, że takie akcje mnie ranią. Jak mieszkał ze mną, to nie zamieścił ani jednego zdjęcia z naszych wspólnych eskapad. ANI JEDNEGO. Zero. Nunca. Null. Nawet z Legolandu.

W kinie z dziećmi na Vaianie płaczę, ale raczej z bezsilności niż z tego, że film mnie wzruszył. Miał mnie nauczyć żeglarstwa, nie nauczył. A opowieść jest o ludziach morza.

To co mnie irytuje, to fakt, ze już rano wydawało mi się: jest OK. Panuję. Dzieci mają ubrania zimowe, ja mam ciepłe buty, fajną pracę, fajne koleżanki, ludzie stanęli przy mnie w godzinie prawdy. Co prawda nocą jest mi dziwnie, kiedy zamykam dom i nie ma obok męskiego, silnego ramienia – ale to minie. Ułoży się. Dam radę. Jeszcze dużo przede mną. A tymczasem… parę godzin później utrata kontroli i masakra.

Dałabym wiele, żeby jutro nie musieć pokazywać się w pracy. A potem sobie myślę: znam kogoś, kto zabił człowieka i się z tego podniósł, znam ludzi, którzy wyszli z uzależnień, znam ludzi, którzy pewnie honorowo by rzucili robotę. Ja nie mogę. Muszę się podnieść, uśmiechnąć, pomyśleć o memach z Kwaśniewskim, o ludziach przyłapanych publicznie na kradzieży i stwierdzić: ok laska, czas się ogarnąć, nie taką Cię wychowałam.

Oraz mam już numer terapeutki, jedziemy z tym koksem od jutra. Masakra.

Hmmm

W sumie, rozstanie na kompletnej złości jest chyba łatwiejsze niż wszystkie dotychczasowe. Mam ochotę go spoliczkować.

Jaka ja jestem ZŁA!!!

A jednocześnie, dekorowałam dzisiaj choinkę i myślałam „Co za frajer! Przecież on by się z tego tak cieszył, ale taaak bardzo..!” Zostawił w szufladzie pudełko z miksem pierniczkowym. No idiota! Byłby w siódmym niebie piekąc je ze mną i dziećmi. Bylibyśmy jak z reklamy margaryny w porannym paśmie telewizyjnym. Ale NIE. Miał inną wizję. Pfff.

W każdym razie: mamy choinkę, jest śliczna. Właśnie skończyłam pakować prezenty „od Mikołaja” i podkładać je u dzieci w pokoju (po 2 książki + zestaw czekoladowych Mikołajów, dla Kryśki Furby Boom, bo młody dostanie laptopa z okazji imienin) Udało mi się też ogarnąć przegląd instalacji elektrycznych (brawo ja), co jak co, ale to Żet załatwiał w tym roku kominiarzy, kaloryfery i co tam jeszcze, zmienił mi też opony i w ogóle. Szkoda, że go nie ma, bo jak się okazało PRZEDNIA SZYBA W AUCIE mi przecieka. Ot takie tam, drobiażdżki w środku zimy… Nie wiem czy i kiedy zawiozę auto do szklarza/warsztatu. Cieknie, widać musi. Tylko jak wjeżdżam nim na myjnię, a to przecież zdarza się rzadko.

Z okazji Nordconu postanowiłam pofarbować włosy (w sumie on umiał i by mi pomógł, ale uciekł), pomalować paznokcie i w ogóle się uczłowieczyć. To, że nie jadę na łowy nie musi oznaczać, że mam źle wyglądać. Szyku mogę zadawać nawet na płaskich obcasach i w dżinsach.

Tymek: To ile gorsetów bierzesz?
Ja: Zwariowałeś? Nie chce mi się. Będę sobą. Flanelowa koszula, ciepły szal i wielkie bawełniane majtaski.
Tymek: Jasne. Uważaj, bo uwierzę.

W myślach robię sobie listę rzeczy do zabrania: klapki, kostium, sukienki, rajstopki, szal… Nie mam nic na piżama party, nie czuję klimatu pończoch, więc pewnie jak co roku wystąpię w czarnej bawełnianej Hello Kitty.

Paczka najwyraźniej jeszcze nie doszła, bo nie było żadnej reakcji. Może już nie będzie.

No i tak  to.

Dzwoniła do mnie policja z dolnośląskiego…

Najpierw mnie wbiło w fotel, bo jak tylko wyświetliło mi się, że dolnośląskie dzwoni to myślałam, że może rodzice Żet (dziś dojdzie paczka), potem, jak się dowiedziałam, że policja, to pomyślałam „Rany Boskie, miał wypadek!”, a potem skojarzyłam, że Bolków i jego wieś to godzina drogi, więc pewnie chodziło o temat z lata. Uff. Pogadałam z miłym panem, podlizywał się koncertowo, a wiadomo, że na pochlebstwa to jestem łasa….

„Pani Basieńko, ja wiem, że wczoraj pani miała imieniny i najmocniej przepraszam że dzwonię i niepokoję, zresztą widzę, że pani redaktorem jest, więc pewnie zarobiona przed świętami, pani Basiu kochana moja, ja tutaj mam tą sprawę pani na biurku, o przestępstwo, i tak sobie myślę, że może by dać spokój, ta kobieta i tak taka biedna jest, syna ma w szpitalu, a święta idą, pani Basieńko, przecież nie będzie pani przyjeżdżać do sądu do nas, się męczyć niepotrzebnie….”

Umówiliśmy się, że on sporządzi notatkę że umarzamy, a ja będę nadal chwalić Castle Party i polecać jako wyjątkowo bezpieczne miejsce. Także win-win, buzi dupcia. :-) I dobra karma.

Poza tym co?  Uspokajam się. Przyzwyczajam do braku odpowiedzialności za inne, dorosłe istnienie. Nadal nic nie rozumiem i mam ogromny żal… Jedyną osoba którą ja wycięłam była „zielona” – która dziś przysłała mnie życzenia imieninowe (co za tupet!!!). Nie mieści się w moim światopoglądzie, jak można mnie nienawidzić aż tak, po tym wszystkim co dla niego zrobiłam.  Po prostu nie kumam, ale może nie muszę rozumieć. Muszę zaakceptować, że tak się zachował i liczyć, że czegoś się z tej okazji nauczył. Chociaż jak tak dalej myślę, to nadal jestem wściekła na niego. Co za drań.

Mikołaja wychowam na zajebistego faceta, który będzie umiał rozmawiać i dotrzymywać obietnic. O.

Najpierw smutek a potem FURIA

No wiec kolega ŻetPe, mimo moich błagań o pomoc z witrynką, nawet uargumentowanymi tym, że mam imieniny i chcę pozamykać sprawy: SIĘ NIE ODEZWAŁ.

Co doprowadziło mnie do takiej furii, ale takiej furii zniszczenia, że miałam ochotę rozszarpać jego świat na strzępy, łącznie z tym, żeby wysłać jego żonie nasze wspólne zdjęcia. Niemniej, ponieważ nie wiem, czy przypadkiem nie układa sobie z nią życia na nowo, to się powstrzymałam. Plus, pamiętam jak spotkałam się z eks-laską K., powiedzieć jej że się ze mną spotykał jak z nią mieszkał i wcale to nie poprawiło humoru ani jej, ani mnie. Nie dość, że cierpiała że ją zostawił to jeszcze jej dowaliłam tym, że ją zdradzał. Także hmm… Kojot powiedziała „Zostaw. Nie zniżaj się do jego poziomu. Zostaw go w jego bagnie, nie musisz się w tym taplać.”

Niemniej, byłam TAK WŚCIEKŁA, ale TAK WŚCIEKŁA!!! Nikt w życiu mnie tak nie potraktował. Zero szacunku, przecież chociażby życzenia imieninowe mi się należały… W każdym razie, oprócz totalnej wściekłości, dostałam mocy:

a) pojechałam po wkłady do szafy. Jak ją kupowaliśmy, to żal mi było 200 pln na kawałki filcu, zresztą Żet mówił, że on zrobi to pod nasze potrzeby, jedna szuflada dla niego, jedna dla mnie, że przecież on już takie rzeczy robił jak otwierał salon optyczny… Na razie mam zrobioną jedną szufladę i rozłożoną biżuterię, rozwiązanie które kupiłam do drugiej się nie sprawdziło, musiałabym przesuwać prowadnice a tego mi się nie chce.

b) poszłam do sąsiada żeby pomógł mi przenieść witrynkę, ileż można żyć bez blatu do gotowania! Przeniósł ze swoim szwagrem, trochę się namęczyłam żeby włożyć półki, ale już jest i stoi. Tylko nie mam w nią co włożyć, bo ja właściwie nie przywiązuję wagi do pamiątek. Po Żet mi nic nie zostało, serduszko po X. wywaliłam z hukiem (czemu Żet mi nic nie powiedział wcześniej?). Także stoją tam na razie dwa czerwone aniołki i obrazek z Kazimierza.

c) W kuchni nad blatem zawiesiłam obraz, który kupiłam sobie na urodziny rok temu. Przy okazji zamaskowałam listwy sosnowe i kotwice pod witrynkę.

d) Wysłałam fotki z moich osiągnięć Żet, z jasnym wskazaniem, że ja mu z LinkedIn pomogłam, a on mi z witrynką nie i że nie wiem co się z nim dzieje, ale nie zakochałam się w takim skurwysynie jakim się teraz stał.

No coż. Zaoferowałam też, że przygotuję go na jutrzejszą paczkę z moim listem, żeby go krew nie zalała ze wściekłości, ale także nie skorzystał. Jak mnie to irytuje, że można mnie sobie ot tak, pstryk i wymazać. No ja pierdolę!!!  Nigdy mi się to wcześniej nie zdarzyło. NIGDY.

Dzwoniło dziś sporo osób z życzeniami. Rodzina z Pragi, Bratysławy, Wiola ze Stanów… Wiola dobrze mi zrobiła „Oh, honey… Dobrze, że teraz. On naprawdę musiał mieć coś z sobą. Ty jesteś cała taka jaka jesteś. Możesz nad tym pracować, ale to jesteś Ty… Nie zmieniaj się, tylko dlatego, że ktoś nie wytrzymał…”  Prawdopodobnie w połowie czerwca spotkamy się w Barcelonie, do Polski nie chce przyjechać.

Aaaa! Na weselu poznałam pisarza, który obiecał mnie barwnie uśmiercić w kolejnej powieści. Dziś z nim rozmawiałam ponad godzinę, tłumacząc, że te malinie w winie co widział na Facebooku, to nie miały nic wspólnego ze mną. „O kurde. Ale tchórz. Stara, nie wiem co Ci powiedzieć. To jest niesamowita historia, on teraz pójdzie i zrobi to samo jakiejś innej lasce… Przykro mi, że Cię to spotkało. Wiesz, że on rodzinie powie totalną nieprawdę i zwali wszystko na Ciebie?” „Wiem, no ale co ja mogę? Zadzwonić do jego taty i powiedzieć, że depresja to jest choroba śmiertelna? Ja już nic nie mogę. Tylko tą witrynkę chcę zamknąć.”

No i zamknęłam. Kupiłam tez prześliczny lampion. Inny niż ten, który miał Żet, zwykły Ikeowski, ale daje śliczne światło. A witrynka zapełniła dziurę po jego telewizorze, bo w sumie telewizora też mi bardzo brakowało.

Krysia cudowna. Spędziłyśmy dzisiaj większość dnia razem.

Jak tylko napisałam na FB że jadę na Nordcon, to odzywają się ludzie i chcą robić rzeczy. SUPER :D Grzecznie odpowiadam, że ja zasadniczo zamierzam pamiętać ten konwent, na co słyszę „oj tam, przecież my musimy pogadać!”

Jadę na NORDCON

Siedzę sobie, wsiąkam, bardzo dobrze wsiąkam, nieprawdaż. Oglądam serial i szykuję się na „Dobry Rok” jak mi się serial znudzi, jednym okiem zaglądam na fejsa.

I nagle…

E: Hej, masz już transport do Jastrzębiej? Jedziemy z Ursynowa w czwartek ok. 10 i mamy wolne miejsce. Powrót w niedzielę po śniadaniu. Daj znać pls czy jesteś zainteresowana :-)
Ja: Ewunia, ja zrezygnowałam z akredytacji, bo miałam chłopaka i był zazdrosny i nie chciałam głupich sytuacji, a teraz nie mam, a chciałabym pojechać, ale nie mam z kim spać…
(…)
E: Nordcon to jest doskonały pomysł na reset. Załatwiaj, w razie czego, gdyby Piotrek niczego nie załatwił, to my Cię weźmiemy do siebie.

Ja: Piotrek, ja nie mogę dać ogłoszenia na fanpage’u Nordconu, że szukam współspacza bo posypią się oferty matrymonialne, musimy to jakoś inaczej zrobić.
P: Ok. Ogarniemy.

Pięć minut później? Mam załatwioną jedynkę, zrobione przelewy, poinformowałam ojca dzieciom i JADĘ.

Jak nie będę miała nastroju na imprezowanie to będę sobie siedzieć w pokoju i oglądać telewizor, albo chodzić po plaży i wdychać jod, albo siedzieć na basenie.

Nie zamierzam się umartwiać. Jestem młoda, ładna i fajna. Mam prawo przebywać z ludźmi :-) Mam prawo tańczyć, śpiewać i grać. Tak!

P.S. Blog fizjologiczny. Coś szybko, ale niech będzie :-)

Pięknie było. Słońce, śnieg, błękitne niebo…

Rano w końcu wkręciłam takie dziwne wsporniki, które zostawił. Nieco im nie ufam i nie wiem po co przykręcił sosnowe deseczki do ściany, więc próbuję dowiedzieć się co autor miał na myśli. Chwilowo flirtuję z:

  • myślą porąbania witrynki, ale nie mam siekiery
  • zamontowania jej u mnie w sypialni gdzie są prawdziwe, murowane ściany
  • sprzedania jej na OLX za psie pieniądze, niech tylko zniknie
  • wydobycia jednak od Żet jaki miał pomysł, może jestem w stanie go zrealizować samodzielnie
    (a może nie miał, ale bał się powiedzieć? cholera wie), na razie mi się wydaje, że bez dodatkowego mocowania (może do tych listw?) to raczej runie, obawiam się też konstrukcji samej witrynki – czy ona to wytrzyma?

Pół nocy nie spałam, bo denerwowałam się ogniskiem. Jeszcze ojciec mi w nocy przysyłał SMS’y, że własnie wracają z Konstancina i nie wygląda to dobrze, bo wszystko płynie, śnieg się roztapia i pada.

Rano odwiozłam dzieci do dziadków, sama szybko pojechałam po chleb i zgarnęłam K. z metra. Tknięta przeczuciem poprosiłam go o wcześniejsze przyjście. Rozpalił ogień, zaczęli się schodzić pierwsi goście. Kumpel Bernarda (Tela) też przyszedł, ale spóźniony bo psu stało się coś w łapę przed wyjściem. Gdyby nie on, o nie odważyłabym się na to wariactwo, więc bardzo mu dziękowałam, przede wszystkim za dodanie odwagi. Było 10 dzieci i mniej więcej tylu dorosłych, zostało mi mnóstwo kiełbasek, ale za to tort został pochłonięty cały. Nawet cieszyłam się, że nie ma tam Żet, jedna mniej osoba do ogarniania. Dzieciaki ulepiły bałwana, robiły orły i ciągnęły się na sankach. Bardzo fajni rodzice przyszli.

Teraz Krysia jest na nocowaniu u córki mojego brata, a Mikołaj spędza czas z tatą. Ponoć młody bardzo ładnie wyjaśnił babci, czemu Żet już nie ma, bez zbędnych emocji, ot, zachowując logiczny ciąg wydarzeń.

A ja co? Piorę wszystko z dymu ogniskowego, w międzyczasie przyjechaliśmy przebrać Mikiego w suche rzeczy, zrobiłam sobie domowe spa i wsiąkam kremiki i odżywki. Nawet brwi wydepilowałam, a to chyba robiłam ponad rok temu. Oraz kupiłam nową golarkę/trymer na Allegro, bo ten od taty odmówił posłuszeństwa, a oczywistym jest, że nie mam już od kogo pożyczyć. Mam czas SAMA dla SIEBIE aż do jutra. Chciałam udekorować świątecznie dom, ale mnie ta chrzaniona witrynka blokuje.

I wciąż, over and over, zastanawiam się co, gdzie, kiedy i jak mogłam zrobić inaczej i czy to by coś zmieniło, ale jednak obstawiam jego demony.

-K.? Ja naprawdę jestem taka okropna?
-Nie. Po prostu jesteś po przejściach i nie można od Ciebie oczekiwać, że będziesz jak czysta kartka.

Zresztą, o, proszę. Żet niby tak irytował się istnieniem K. w moim życiu, a tu gdyby nie to, że przyszedł i mi pomógł, to mogłabym sobie nie poradzić z noszeniem z samochodu i rozpalaniem. Dobrze, że dzieci mają z nim dobry kontakt i mocną więź. W ten sposób nikt z zewnątrz nie będzie ich w stanie skrzywdzić tak jak koleżankę z poprzedniej notki.

No to pa. Idę się smarować i marzyć o księciu z bajki :-)

P.S. Tak naprawdę nie chcę jej wyrzucać. Jest ładna, ma ładne szkło i kojarzy mi się z magiczną wyprawą do Kwidzyna. Kurwa mać.

Uśmiech numer pięć i do przodu!

Odwiozłyśmy z Krysią Mikiego do szkoły na siódmą, ciężko się jechało bo wszędzie śnieg. Potem w Tesco kupiłyśmy prowiant na ognisko (ciężko ocenić ile kupić), odebrałam też duży termos od rodziców. Wściekam się, że robię to wbrew sobie. Z nim miało być łatwo i przyjemnie, to miał być jego wielki moment pt. „hej ho, umiem rąbać drewno, taki jestem męski, hej maleńka czy rozpalić czy ogień?”  A tymczasem sama musiałam pojechać po tort i dodatkowe drewno kominkowe, bo bałam się, że zabraknie.  Wynajęłabym jakąś salę zabaw, wydałabym tyle samo a przynajmniej bym się tak nie namęczyła i nie musiałabym nikogo prosić o pomoc.

Zebrałam też wszystkie jego rzeczy na które się ostatnio natknęłam i wysłałam do jego rodziców. Załączyłam dwa listy, żaden z nich nie jest przeprosinami. Całe szczęście, że uciekł zanim wyrządził więcej szkód. Na razie po prostu mam żal, że tak bardzo boleśnie odczuwam samotność. Zawsze był, a tu nagle „puff” i nie ma.

Koleżanka opowiedziała mi swoją historię, jak po roku wyprowadzał się kochanek matki, a ona siedziała mu na nodze i błagała, żeby został. Cieszę się, że u nas tego nie było. Otrzeźwiło mnie to.

Znowu nadwyrężyłam sobie nadgarstek, tym razem niosąc tort do samochodu.

Wciąż mam problemy z termoregulacją ciała. Gdy tylko go wspominam, to marznę i mam drgawki. Dałam wszystko co miałam, całą swoją miłość a i tak nie wystarczyło, żeby zwalczyć jego kompleksy i niepewność. To jest o tyle zaskakujące, że nie widziałam nigdzie lampek ostrzegawczych. To miał być „TEN”, świadomy siebie mężczyzna, który daje radę ze wszystkim, nawet ze mną, bo przecież akceptuje mnie taką jaką jestem, a okazało się, że okazał się trochę bardziej Sensei SkurwenSen niż „Ten”.

Także tego. Samotność mode on. Potrzebuję męskiej energii. W Obi, jak pojechałam po podkładki miałam wokół siebie 3 panów, z których każdy się upewniał, że potrzebuję podkładki a nie nakrętki i doradzali mi w kwestii wkrętarki (chciałam Bosha, ale w końcu wzięłam jakąś markę Luxx). Zasadniczo to tata mnie nauczył wkręcać, skręcać i szlifować. Ale ja naprawdę wolę jak robi to mężczyzna, to nabiera dla mnie wartości pierwotnej „pana wybawiciela i obrońcy”. No. Ale z braku obrońcy, kobiety na traktory, radź se laska sama.

Oczywiście, wkrętarkę którą mi zostawił honorowo odesłałam. Niech się nią udławi. Koc mógł zostawić, laterenkę, albo kurwa SIEBIE. A nie wkrętarkę.

Screw you! O. 

Tup, tup, tup, nóżką!

Mark Darcy is a jerk. 

You’re gonna miss me when I’m gone…

Wychodzę z metra i  patrzę, czy przypadkiem nie siedzi na swojej ławce…

Nie wiem jak zamontować witrynkę, jak mi tłumaczył to nie przyswoiłam, a teraz muszę kogoś zatrudnić, bo denerwuje mnie na blacie w kuchni. Nie mam gdzie gotować.

Ja pierdolę, kurwa mać.