Archiwa

Kategorie

Wtem!

Wydarza się coś, co totalnie zmienia optykę.

Dialogi luźne z Li_Po:

„Ale aż, tak… tak?”
„Uhum…”
„Brzmi dobrze, a nawet obiecująco. Trzymamy kciuki”.

Oraz głupi maraton pod koniec października niech się spali ogniem piekielnym, wpisali nas na listę rezerwową. No pffff! Totalnie nie radzę sobie z odrzuceniem, a argument „nie ma miejsc” mnie nie przekonuje. Bo miejsca zawsze się znajdą, wystarczy tylko kopnąć odpowiednią osobę, która zna kogoś kto zna kogoś.  Niefajnie bardzo.

‚Pozdrawiam’ było dziwne, więc skończyłam ‚Łączę wyrazy szacunku’…

No. Wypchnęłam mail do doktora. Przy okazji od razu zrobiłam sobie mapę wydarzeń tangowych w Polsce, sporo tego jest.

Jutro wychodzę rano i wracam bardzo późno, K. zajmie się dziećmi, żebym mogła pójść na lekcję techniki. Po czwartku mam zmasakrowane stopy, ale to najwyżej założę skarpetki do butów.

Poza tym Alejandro zgodził się ze mną zarejestrować na pewien festiwal, zobaczymy co organizatorzy na to. Duecik „Fantastyczny acz mikrego wzrostu Argentyńczyk plus okrągła, aspirująca acz uśmiechnięta tanguerka” może być tym czego potrzebują :D Trochę sobie nie wyobrażam dostać listu odmownego, ale kto ich tam wie.

A dzieci cudowne. Najlepsze na świecie. Kupiłam młodej spódnicę galową a młodemu białą koszulę. Jesteśmy gotowi na 1 września.

„Każdy z Was, młodzi przyjaciele, znajdzie też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, obronić – dla siebie i innych.” Papież Jan Paweł II,  cytat z wizyty w 1987 r.

Na mojej liście są  miłość, rodzina, przyjaźń, prawda. Pewnie byłoby więcej, ale nie chce mi się filozofować. Za to młody wszedł w fazę „wiesz mama, ja się czasem zastanawiam kim jestem, po co żyję, skąd się wziąłem…” „Synek, to normalne, mnóstwo filozofów po dziś dzień się nad tym zastanawia. Jest dużo teorii na ten temat” Po czym płynnie przeszliśmy w temat identyfikacji płciowej, zmiany płci, związków jednopłciowych i transwestytów.

AAAa… W zeszłym tygodniu odpaliliśmy alarm w Lidlu i nie potrafili wyłączyć (młody otworzył jakieś boczne drzwi). Chwilowo unikam tego miejsca.

P.S. Oraz: „Wiara, taki jeden łysy z Wrocławia szuka partnerki na warsztaty w październiku. Ma firmę i tańczy tango. Chcesz?” „DAWAJ!”

Ograniczyłam aktywności

Dean Forester: [Tristan hits on Rory] What the hell do you think you’re doing?
[pushes Tristan]
Tristin Dugray: You will NOT push me again.
Dean Forester: Are you seriously trying to act tough? You’re wearing a tie, for God’s sake!
Tristin Dugray: Outside, now!
Dean Forester: I’m not fighting you! It’d be like fighting an accountant. I’ll call you when I need my taxes done.

Zamówiłam folię samoprzylepną do odnowienia kuchni, ciąg wyzwisk i kurw coming up in…. Jak przyjdzie przesyłka :-)

Poza tym lajtowy poranek z dziećmi, trochę wyszliśmy na plac zabaw, trochę utopiliśmy wczorajsze schabowe w sosie Korma, teraz zarządziłam 2 odcinki Kochanych Kłopotów. W tym jeden, gdzie Dean zabiera Rory na bal, przytula ją ostentacyjnie jak podrywają go inne baby  i w ogóle  jest prawdziwym rycerzem „I don’t want to fight” „Why? You’re a sissy” „Because I don’t want to kill you idiot!”.  A na końcu się całują. Ha!

Kto wie, może nawet wieczorem spreparuję mail do doktora, i nie będzie on się zaczynał słowami „a tu mnie boli, ała, pocałuj”, będzie zimny, profesjonalny i „tu masz, daty, tu masz koszty, było czarownie Cię poznać w czwartek.”.

Kupuję bieliznę, tak jakby jeszcze ktoś miał mnie kiedyś rozebrać

Urzędy i pogrzeb

W czwartek wzięłam wolne, bo zmarł tata Edzi i chciałam pojechać na pogrzeb. Zaczęło się spokojnie, na półkoloniach przeniosłam Mikołaja do grupy z kumplem z podwórka.  Potem pojechałam do urzędu stanu cywilnego, od razu załatwiłam wniosek o nowe prawo jazdy i dowód osobisty. Jak na moje spotkania z autorytetami publicznymi, to było całkiem z sensem. Wyszłam o 11, z jasną instrukcją „że zmiany w dowodzie rejestracyjnym należy wprowadzać w 30 dni, ale nie ma za to żadnej kary, pani sobie zrobi przegląd najpierw.”

W południe zgarnęłam z Placu Bankowego jeszcze jedną dziewczynę. Do kościoła weszłyśmy tylko żeby złożyć przy trumnie wieniec z ciemnofioletowym anturium. Pogrzeb przesiedziałyśmy na zewnątrz, odpuszczając wszystkie rytuały, rozmawiając o życiu i nie tylko. Dowiedziałam się kilku rzeczy, a o których  nie miałam do tej pory pojęcia. Rzucanie ziemi na cmentarzu to już było dla mnie za dużo. Podeszłyśmy złożyć kondolencje i zrobiłyśmy odwrót.

Nie mam klimatyzacji, samochód wymaga wielu napraw, które ogarnie K. więc powrót na Ursynów był dosyć wymagający. Po drodze wstąpiłam jeszcze do Dzika, sprawdzić czy nie mają terminu wolnego na potrójne urodziny (ja, Li_Po, Profil_M), ale już dawno zarezerwowane. Dojechałam do domu i zmusiłam się do prysznica, założyłam rockowe ubrania (czarne lśniące leginsy i sukienka z upadłym aniołem) i pojechałam na Czwartek Social Media. Poprowadziłam sesje networkingową (oczywiście spektakularnie oblewając się lemoniadą arbuzową), poznałam kilka osób i pojechałam do Złotej Milongi.

O RETY i Frau Doktorowa

Dzień był ciężki, więc przyszłam z nastawieniem kamikadze, co będzie to będzie i już na dzień dobry ustrzeliłam dwie tandy, tańczyłam raczej sporo, aż tu poprosił mnie do tańca pewien pan. Był BOSKI. Nasze ciała się do siebie dopasowały i mimo, że nie robiliśmy fikuśnych figur to wszystko było tak jak być powinno. Idealne. „Często tu bywasz?” „Nie, jestem drugi raz.” „Świetnie tańczysz, masz partnerkę? Bo ja szukam kogoś do rejestracji na maratony.” „Bardzo chętnie, ale u mnie jest bardzo ciężko z czasem…” „Sprawdź tą-a-tą datę.” „Hmm… pracuje.”"Masz bardzo konkretny kalendarz, jesteś lekarzem?” „Tak.” „Żartujesz?” „Jestem lekarzem.” „Dlaczego Cię tu wcześniej nie widziałam?” „Jestem z Drezna.” Wymieniliśmy się danymi, obiecałam mu napisać maila z terminami maratonów na które chciałabym pojechać i co? PARALIŻ. Wizja udanego życia u boku szanowanego ginekologa-onkologa, który JEST mężczyzną, wie czego chce i niczego nie szuka rozwaliła mi mózg. Nagle ogrom fantazji, jak mogłoby być pięknie… Z jednej strony było fajnie, bo razem z Alejandro piszczeliśmy jak nastolatki, a z drugiej taka silna fala rzeczywistości, że nie ma co marzyć, na pewno spotyka się z jakąś dwumetrową blond szwedką, a ja co? Nic nie mam do zaoferowania. Jestem tak połamana i poturbowana, że kto by mnie chciał? Chyba tylko zamachowiec-samobójca :(

Dlatego jeszcze do niego nie napisałam :( Przyznałam się, że jestem samotną matką i dlatego u mnie też może być ciężko z czasem. Zresztą śmiesznie, bo mam trudności z przypomnieniem sobie jego twarzy, bo tańczyliśmy tak blisko, że dokładnie pamiętam jak przytulał i dotykał, ale twarz już mniej.

I tak to, jednego dnia, od zmiany nazwiska, po pogrzeb bo pięciosekundowe zakochanie. Moje wyimaginowane życie było takie cudowne, pełne radości i uśmiechów, jak reklama środka do wybielania zębów. Byłam tak podekscytowana, że nie potrafiłam zasnąć.

Piątek

Tu już było mniej fajnie, bo rzeczywistość ugryzła mnie w tyłek, puste łóżko gdzie nie ma się do kogo przytulić, dom pusty bo dzieci spały u K. Wyruszyłam do pracy, coś tam porobiłam, około czternastej straciłam zapał. Myśli o doktorze przysłoniło pragnienie przytulenia się do X.a… Nie byłam w stanie napisać maila do drezdeńczyka, bo i tak wszystko ma wyprzedane bilety, a on i tak nie zna jeszcze swojego grafiku :(  Jakoś przetrwaliśmy wieczór, kąpiele, bajki i zasnęłam razem z dziećmi o ósmej wieczorem.

Sobota i niedziela

Wyjazd na plażę w Ciszycy z rodzicami i bratem. Część na wyprawie z młodymi na wyspę, część przespana w cieniu. Dojmująca, okropna samotność. Niby odezwał się Papież Pastafarian z zaproszeniem do siebie, niby mam Ziemiomorze, którego nie zaczęłam, ale jednak smutek. Takie… „i co z tego?”

Ostatnio pocieszam się bielizną, tak jakbym jeszcze się nie poddawała, wiszą sobie takie majtki w łazience i dają nadzieję, że może jeszcze kiedyś przed kimś się rozbiorę. Dziś kupiłam w Tesco jakiś stanik Multi-way była wyprzedaż, nie wiem nawet czy dobrze trzyma, ale dwa w cenie jednego, a nuż na tango się przydadzą.

Smutno  bardzo.

Czekam na zdjęcia ogniska

Szykuję sobie galerię fotek z wyjazdu, do całości obrazu brakuje mi wieczornych ognisk.

Blog fizjologiczny – to ważne, bo wraz z nim przyszedł spokój i ogromny wgląd w siebie.

Dom wypucowany na przybycie młodych, dojadą późno w nocy, spokojnie mogłam iść na lekcję tanga jak się okazuje.

Siedzę i myślę o tym, że gdybym z moich żądań zrobiła test, to on właśnie oblał po całości. Myślę też o braniu odpowiedzialności za swoje uczucia, o niespychaniu ich gdzieś w kąt. Tak przeżywam, tak czuję, tego potrzebuję i dlatego to się dzieje.  Myślę też o czystym sumieniu, że tak pięknie jest się nie martwić i wiedzieć, że postąpiło się w zgodzie ze sobą.

Chciałabym, żeby Kryśka i młody też potrafili ufać swoim sercom, potrafili kochać i o miłość walczyć. Wolałabym, żeby mieli więcej rozsądku niż ja, no ale cóż. Jaka mać, taka nać.

Dzieci wracają!!!

Katarzyna Miller zawsze pojawia się w moim życiu kiedy jest potrzebna. Wczoraj np. przeczytałam w Zwierciadle o tym, że czasem nieuczciwi ludzie biorą coś, co im się nie należy, argumentując, „że przecież dawali”. A potem są z tego nieszczęścia. I o tym, że coś co przychodzi bez wysiłku nie jest szanowane. No i tak to. Pani Kasiu, uwielbiam Panią. Serio, serio.

Wieczór z Bernardem jak ciepłe czekoladowe ciastko z nadzieniem wiśniowym. Najpierw zostałam wytulona i pocieszona, potem puścił mi film na podstawie gry komputerowej a POTEM obejrzeliśmy razem dwa odcinki Kochanych Kłopotów. „Czekaj, to jest Gillmore Girls? Pół mojego żeńskiego Facebooka ma na tym punkcie szajbę. W końcu wiem o co chodzi…” Cudownie spędzony czas :-) Na serialu to drzemał, to pogrywał w jakąś gierkę na telefonie, ja leżałam przy nim na łóżku okryta kocykiem i otoczona kubkami herbaty, a on tylko podnosił brwi na moje „Całują się! Całują!”. Bosko było. Tak sobie wyobrażam udane wieczory w bezpiecznym środowisku.

Poszły zaproszenia na imprezę urodzinową. Jeśli ktoś nie dostał to proszę się zgłaszać, poradzimy coś :-)

Dom sprzątnęłam, dziś jeszcze muszę tylko pobiec na pocztę a potem na zakupy, bo nic w domu nie mam. Mama właśnie dzwoniła, że przekroczyli granicę i nie omieszkała dodać, że nie dają sobie z nimi rady, zwłaszcza z Mikołajem. Muszę coś zrobić bo niemożebnie mnie wkurwia kiedy przy nich mówi o nich źle. Nawet jeśli nie ma ich obok, to i tak mogłaby przestać w końcu narzekać. Tak. Są niegrzeczni. Prawdopodobnie dlatego, że była niekonsekwentna a teraz zbiera plony. Proste.

Oraz odrąbcie mi rękę, jeśli za rok pozwolę im ich zabrać na miesiąc. Męczennictwo psia jego noga. Po cholerę, ogarnełabym to sama gdyby się nie uparli.

Rano zbudziłam się w kijowym nastroju, ale dzisiaj mój ulubiony hacker mi to wyjaśnił jak logowałam się do swojej poczty na jego komputerze (długa historia, omawialiśmy żagle). „Wiesz, ona po prostu nie rozumie, że ja nie chcę z jej strony żadnego kontaktu bo czuję się przez nią gorszy niż w rzeczywistości jestem. Więc piszę jej „zostaw mnie” a ona w punktach na pięć ekranów mi odpowiada. Masakra.” „Dobra, to pokaż aktualną.” „Czekaj, pokażę Ci najpierw swoje zęby z Wrocławia.” „Zęby?” „Tak, mam w 3D.” „Dobra, dawaj”. obecna bardzo w porządku, wygląda normalnie, kupił jej niedawno pianino, bo „Ktoś mi powiedział, że to jak meble z Ikea. Przyjeżdża, rozpakowujesz i stawiasz. To jej kupiłem bo chce się nauczyć”. Zaprosiłam go na urodziny :D .

Pisałam już, że zarejestrowałam się na maraton tangowy? Organizatorki mi dały partnera.  ”Tylko on młody jest, około trzydziestki ma”. Hmm. Well… zapisałabym się na więcej, ale jak na razie nie mam rozkładu szkolnego dzieci, więc nic nie mogę nikomu obiecać.

Zacznij od nowa, zacznij jeszcze raz

Umarl mi laptop, co jest sporym problemem, bo chcialam na nowo podejsc do opisu zaglowek, ale na telefonie bardzo ciezko sie linkuje.

W kazdym razie wstaje i bede sprzatac, bo jutro wracaja dzieci. Czekamy na blog fizjologiczny. Mam tez dziwna obojetnosc. Wiem, wielokrotnie pisalam ‚enough is enough’, ale na cholere mam byc z kims kto robi mi łaskę. Nie, to nie. Szkoda bardzo, ale to troche tak jakbym sie prosila o gorsza i slabiej platna prace u szefa sadysty. To sie nie spina :)

Niemniej milosc to milosc. Zrobilam co moglam, chyba juz nic nie moge, poza tym, zeby dac czasowi czas.

Zagielki na Jezioraku

Myślę, że w kategorii ‚Ty głupia pipo!’ mogłabym wygrywać mistrzostwa Europy seniorów.

Żagle były absolutnie magiczne, ekipa pierwszorzędna a pogoda doskonała.  Mialysmy zdrowe, swieze jedzenie, czym budowalysmy w sobie poczucie wyzszosci nad druga zaloga (domowy chleb, pieczony kurczak i chili con carne, makaron razowy z cukinia, parowki, ciastka, wybor kaw i herbat).  Rozpieszczalysmt sie i bylo nam z tym dobrze :)

Do rzeczy: oczywiscie z kolega X.em bylo super, spalismy na roznych lodkach ale to z nim plywalam przez dwa dni. Wszyscy, lacznie z X.em bardzo cieplo i zyczliwie traktowali moje oddanie i poszukiwanie kontaktu, raczej czulam sie chciana i wspierana, bardzo szanowana. Tak jak Li_Po ostatnio brzydko mowi o swoim bylym, tak ja odnosilam wrazenie, ze X. tez teskni i tez czuje, boi sie, ale nie odtraca mnie chamsko i brutalnie. Raczej jak kazdy facet unika konfrontacji, tu poglaszcze, tam sie usmiechnie, tu jakis calus sie trafi…  Na koncu rejsu, kiedy oddawalismy jachty, stwierdzilam, ze sprobuje raz jeszcze. Mam go na zywo i w kolorze, niech i on ruszy glowa i sercem. Poprosilam o cos, ale w toku rozmowy i wyjasnien powiedzialam ‚aha. to jesli tak, to wycofuje oferte’. Przykre to bylo, bo dopiero w trakcie tej rozmowy poczulam sie zle. ‚Sluchaj, ja mam wrazenie, ze to jest moja szansa na szczescie’ ‚To jest nie fair, bo to jest szantaz. Uzalezniasz szczescie ode mnie. Jak nie bede z Toba to bedziesz nieszczesliwa?’ ‚Uwolnij mnie. Przestan dawac mi nadzieje’ ‚Nie umiem Ci tego powiedziec’ ‚Ale to jest nieuczciwe. Nie moge wejsc z kims w zwiazek wiedzac, ze kocham Ciebie. To nie jest uczciwe wobec tej osoby’ (i tu jest clue i w ogole hit wszechczasow…) ‚Przeciez to nie ma zanczenia z kim bedziesz, jesli ja Cie bede chcial’ (opad szczeki, bo niby ze co? czesc, jestem wiara, badzmy ze soba, ale jak przyjdzie X. to pobiegne do niego kurcgalopkiem?)

Dopiero na dworcu uswiadomilam sobie, ze gdyby mnie kochal, to nie musialabym sie starac az tak. Gdyby wiedzial co mi to robi, to nie trzymalby mnie na smyczy. ‚Spojrz. Za kazdym razem zapewniasz go, ze ma nocleg i przytulanie w Warszawie. A to jest ^/#@/*( i jemu sie NIE OPLACA Ci dac wolnosci, bo jest emocjonalnym zjebem’ (mozecie zgadywac skad ten cytat) ‚Powinnas przestac sie z nim kontaktowac, wywalic jego numer i dac sobie kurwa spokoj, a nie czekac az Jasnie Pan uzna ze jestes wystarczajaco dobra’ ‚Przeciez wiesz, ze nie umiem. Przed chwila skasowalam jego numer, po czym sekunde pozniej napisalam mu sms’a jaka to jestem zla i dodalam go ponownie’ ‚Stara, to sie dzieje na Twoje zyczenie’ ‚Wiem. Ale ja nie umiem w gierki i manipulacje, nie potrafie tak. Najwyrazniej a)jest inna panna b)on mnie nie chce. A to boli, bo jestem swietna’ ‚To, ze on tego nie widzi i ciagle robi to co robi to jest najlepszy dowod na to, ze gdyby sie zmienil, zalozyl kapcie i byl jaki chcesz, to bedziesz wkurwiona, bo on jest atrakcyjny jako nieosiagalny. Jak bedzie osiagalny to co? Gdzie znajdziesz adrenaline i emocje? Zanudzisz sie.’ ‚Mi sie marzy nuda… Zeby tak wiedziec, ze jak rano wyjdzie to wieczorem wroci, ze na urodzinach wystepuję jako pani domu, albo jak jest wyjazd to on z automatu proponuje go mnie.. Ze nie znika i wiesz, ze ja wystarczam. Ze nie ma potrzeby poszerzania horyzontow, bo wybral mnie i tak jest dobrze.”Aha. Palnij sie w łeb. Nie lubie go, jest tepym Ch/!@/$!&, a to, ze sie nie okresla to jest tani chwyt w ktorym Ty znowu musisz podjac decyzje za Was oboje’.

Byl na żaglach jeden, bardzo dorosly, inzynier, swietny kapitan, przystojny, dobrze zarabiajacy. Gdybym byla wolna emocjonalnie, to bym brala, ale zaopiekowala sie nim W. z Torunia, a jak wiemy ja jestem ‚emotionally fucked up’.

Zreszta, jak tylko opanowalam placz to zadzwonilam do Bernarda i umowilam sie na jutro. ‚Zle mi, wiesz? Potrzebuje akceptacji, bo mimo, ze spelniam wymagania w 100% to nie na tyle, zeby ze mna byc’ . ‚Baaaaś, wiesz co ja mysle? Ze jak sie nie uwolnisz, to nikogo nie poznasz ‚ ‚Ale ja nie chce! Chce jego’ ‚A on chce Ciebie?’ ‚Niby nie, a niby tak’ ‚A kiedy bedzie wiedzial’ ‚Nie wie’ ‚Bede na czwarta, moze byc?’ ‚Tak.  Poprosze’

Wracajac do zagli: plywalismy, poznawalam mechanizmy i slownictwo, zartowalismy, swiat byl piekny, spiewalismy dlugo w noc przy ognisku. Czekalam na perseidy, bo chcialam sobie zazyczyc, zeby ktos mnie pokochal. Nie wiem czemu, ale milosc jest dla mnie dopelnieniem zycia. Chcialabym moc z kims planowac wymarzone podroze, myslec o tym, co jeszcze chcielibysmy wspolnie przezyc  Chcialabym wspolnego tortu z okazji urodzin, rodziny patchworkowej siedzacej przy stole. Kogos, kto dla mnie wszystko. Kogos kto bylby dumny, ze stoje u jego boku, ze wspolnie rozkrecamy impreze, kogos, kto bylby w euforii gdybym w chorobie potrzebowala, zeby mnie karmil ugotowanym przez siebie rosolem.

Moze po prostu mam zawyzone oczekiwania, moze latwiej jest grac role wiernej, ale odrzuconej suni. Nie rozumie. Gdzie jest haczyk, co takiego nie pozwala mi go wyrzucic z zycia tak jak Slodkiego. Jego wyrzucilam w 3 sekundy i nie tesknie. A tu, z tym egzemplarzem, mimo rzeczywistosci moja intuicja ciagle szepce ‚to niewazne co pomysla inni, ty wiesz i on wie, zrob cos z tym, sprobuj. Moze tym razem sie uda.. ‚ Gdybym nie miala w sobie tej nadziei, to byloby cudnie. Niemniej ja ciagle czuje, ze cos sie rozgrywa. Cos, o czym nie mam pojecia a cos, co potrzebuje jeszcze chwili zeby nabrac ksztaltu.

Nic to. Zobaczymy. Bo halsowanie, overholun, bakisty i kibloszay to moj swiat. Nie chce tracic tego towarzystwa tylko dlatego, ze on w nim funkcjonuje i nagle bede musiala go unikac. Chyba najprosciej byloby uslyszec ‚Mam kogos, jestem zajety, juz Cie nie chce, sajonara, oddaje Cie swiatu, zapomnij o mnie’  A tu prosz, co jakis czas nabieram wiary, ze to poukladamy, dogadamy sie jakos. Slubu i jego nazwiska nie chce, ale wizja tego, co  chcielibysmy robic na emeryturze bylaby mila. Nawet nie wiem o czym on marzy….

Dziwne. Bo w przypadku Bernarda wszystko jeat proste. Jak czegos chce, to mowie wprost. I juz.

Zadnych negocjacji, ukladow i wachan.

Dlatego na dworcu az mna rzucalo ze zlosci na sama siebie. Przechodzi, ale z trudem.

Zaluguje na to, co najlepsze. Tego sie trzymajmy.

Dialogi luźne z K.

Odebrał dziś samochód, coś tam jeszcze korespondowaliśmy z dziećmi (cenzura dziadka zaczęła przepuszczać uśmiechnięte kupy).

Nagle przychodzi SMS. „Kibicuję szczerze Tobie i X., really :-)”

Nice. No. Ja też. Wszystko tak bardzo w duchu igrzysk olimpijskich.

Może to i absurdalne, ale jestem naćpana szczęściem

Skończyłam ten duży, duży projekt w pracy, co uczciłam telefonem do dzieci. „Mamusiu, a wiesz, że w Muraniu wylazł Miki tak wysoko, że przyjechała Straż Pożarna go ściągać?” „Jakoś dziadziuś zapomniał mi o tym opowiedzieć…” Poinformowałam, że przyszła długo wyczekiwana gazetka Lego Club i że w naszej rodzinie nie używa się słowa „wkurwiać”.  Potem poszłam na lekcję techniki tang. „Wiara, ja nie mogę, jak Ty się uśmiechasz. Z kręgosłupa!” Było ciężko, mam bardzo słabe stopy, ale tam są wszędzie lustra, więc oczywiście się porównywałam do innych kobiet.

A wieczorem długaśna rozmowa telefoniczna. Miła. Za każdym razem upewniam się, że deprawacja snu jest tego warta, bo mam wrażenie jakbym komuś pozwalała robić operację na otwartym sercu, a za każdym razem ono działa lepiej i lepiej.

Nie wiem skąd moja pewność siebie i optymizm. Nie mam pojęcia skąd mam przekonanie o tym, że tak. To jest to, tego właśnie chcę.

Fajnie byłoby chcieć tego i mieć osiem godzin snu na dobę, ale najwyraźniej do takich rzeczy potrzebna jest nocna cisza. Siedziałam sobie owinięta w kołdrę, włosy mi schły i rozmawiałam. „Niom. To jest do zmiany. Ale nad tym nie panuję, to jest poza mną… Mogę się postarać, ale czasem to się po prostu dzieje…”